2015-11-19

Zdobyczny Messerschmitt Bf-109

Co może być ciekawego w budowie modelu Messerschmitta Bf-109? Nabrałem na niego ochoty po tym, jak recenzowałem zestaw kalkomanii ModelMaker Decals poświęcony maszynom zdobycznym, na których latali miedzy innymi piloci polscy.

Co może być ciekawego w budowie modelu Messerschmitta Bf-109? W oparciu o zestaw Tamiyi zresztą? Temat wyświechtany i wyeksploatowany przez brać modelarską na całym świecie do granic możliwości, a japoński zestaw pomimo, że wiekowy, bo pamiętający lata 90-te XX w. nadal uważany jest za najlepszy na świecie produkt wyjściowy do budowy repliki Emila. Stwierdziłem jednak, że jak się podejdzie do tematu w odpowiedni sposób, może być całkiem ciekawie.

Na model niemieckiego super myśliwca nabrałem ochoty po tym, jak recenzowałem zestaw kalkomanii ModelMaker Decals poświęcony maszynom zdobycznym, na których to latali miedzy innymi piloci polscy. To było to. Niebanalne oryginalne malowania sprawiły, że budowa Emila stawała się coraz bardziej realna. Zaopatrzyłem się jeszcze w całkiem sympatyczne dodatki w postaci blaszki z serii Zoom Color z Eduarda, silnika i rur wydechowych z Quickboosta, zaś crème de la crème była tablica przyrządów firmy YahuModel. Zatem do roboty.

Zacząłem od wycięcia fragmentów kadłuba i dopasowania makiety silnika. To była najbardziej żmudna część pracy i bardzo dobrze, że miała miejsce na samym początku. Kiedy się z tym uporałem mogłem zając się detalami kokpitu. Wkleiłem większość elementów fototrawionych, pozostawiając jedynie te pokolorowane, dodałem trochę kabli, lampki na burtach i przewód tlenowy. Wzorowałem się na zdjęciach oryginału, których na szczęście nie brakuje. Trochę kabelków dostała również makieta silnika. Na tym etapie skleiłem również płat i golenie podwozia – dostały przewody hamulcowe.





Mogłem zabrać się za malowanie wnętrza mojego Emila, trochę obawiałem się malowania silnika Quicboosta – w końcu to monolit, ale udało się całkiem nieźle, a z uzyskanego efektu jestem zadowolony. Do malowania użyłem akryli Italeri i Vallejo, a na końcu zaaplikowałem ciemnoszary wasch. Po jego wyschnięciu wkleiłem kolorowe fototrawki i tablicę z YahoModels. Pierwszy raz miałam przyjemność stosować te produkty i już teraz mogę stwierdzić, że będę ich używać gdzie tylko się da. Doskonale i wiernie wykonane, proste w obsłudze i dające doskonały efekt. Na razie postanowiłem nie przyklejać celownika i kilku dźwigni z zestawu Eduarda, pozostawiając je na później, po zakończeniu malowania.

Mogłem teraz złożyć w całość kadłub, a po wklejeniu silnika nastąpił Zonk – bo Tamiya przestała pasować. Ale tak zawsze jest z żywicami, trzeba kilak razy złożyć, rozebrać, podpiłować, dociąć, aż w końcu wszystko znalazło się na swoim miejscu. Po obrobieniu miejsc łączenia dokleiłem usterzenie, model był gotów do malowania. Zacząłem tradycyjnie od podkładu w sprayu, którym pokryłem cały model. Tym razem był to produkt Tamiyi. Do malowania użyłem podobnie jak w przypadku wnętrza akryli Vallejo – żółta oraz Italeri – kolory kamuflażu. Wcześniej podobały mi się kolory Luftwaffe, zaś te dla maszyn RAF-u są tak samo dobre pod względem poprawności kolorów. Poza tym malowanie nimi to czysta przyjemność. Do malowania palm kamuflażowych użyłem papierowych szablonów, które mocowałem za pomocą Blue-taca i taśmy maskującej.





Po zakończeniu malowania i wykonaniu koniecznych poprawek mogłem pokryć model warstwą Sidoluxu przygotowując grunt pod kalki. Po jego wyschnięciu mogłem zabrać się za nakładanie kalek. Kalkomanie Modelmaker Decals... Czego to ja się po internetach nie naczytałem o tej firmie, jakie to badziewie ludziom wciskają, jakie to barachło. Sami znawcy tematu na forumach różnorakich pisali, więc pewnie wiedzą... Sam osobiście okleiłem już tymi produktami trzy modele i było wszystko było w porządku. No może tym razem? Ale nie! Po zaaplikowaniu płynu kalki pięknie się położyły na powierzchniach modelu, a po wyschnięciu wessały w fakturę. Skandal! Komisję jaką powołać, coby sprawę dogłębnie wyjaśniła...

Pozostawiam to jednak tym co lubią takie klimaty, zaś ja zadowolony z efektu i pełen uznania dla całej załogi z ModelMakera, za wysokiej jakości produkt, oryginalny zresztą w formie, zamontowałem w mojej replice wszystko to co jeszcze mi pozostało. Warto zwrócić uwagę na jedną ciekawą rzecz. Pierwowzór budowanego przeze mnie Emila testowany był w 1940 r. w Air Fighting Development Unit w Duxford. Nosił brytyjski numer AE 479 i standardowy brytyjski kamuflaż. Ale nie do końca. Kabina pozostała w oryginalnej kolorystyce niemieckiej, no poza brązową plamą na lewej burcie. Poza tym w kilku miejscach płatowca ujawniły się przetarcia farby, spod której wyłaziła dawna RLM 76. Dodawało to niewątpliwie uroku budowanej replice i oczywiście skwapliwie to odtworzyłem. Końcowy etap prac to ciemnoszary wasch, którym zapuściłem większość linii podziału i okopcenia, kurze, do wykonania których użyłem suchych pigmentów Talena i Vallejo. Wcześniej wykonałem w kilku miejscach odpryski lakieru – cienki pędzelek i Alluminium z palety Vallejo.





Żeby moje dzieło prezentowało się godnie, wykonałem dla niego podstawkę – wyłożoną deskami stojankę, na której umieściłem model i trochę galanterii lotniskowej z zestawu ICM. Czy wyszła mi winietka czy już diorama tego nie wiem, ale wiem, że przez dwa tygodnie całkiem nieźle się bawiłem. Cieszę się, że w moim magazynku mam jeszcze trochę modeli z Tamiyi, warto sięgnąć po coś takiego dla czystego modelarskiego relaksu.



Więcej zdjęć na stronie www.modelarstwo.koszalin.pl

Dziękujemy firmom ModelMaker Delcals i YahuModel za udostępnienie akcesoriów na potrzeby relacji.

Marcin „Marwaw” Wawrzynkowski
Koszaliński Pluton Modelarski

Ocena:  
( 32 )      dobry
  Opinii:  

0

  

Dodaj swoją opinię