2012-11-07

W poszukiwaniu lotników

Amerykańcy historycy rozpoczęli w tym roku projekt, którego celem jest ustalenie losów żołnierzy amerykańskich poległych na Pomorzu Zachodnim w czasie II wojny światowej. Aktualnie badacze ustalają i zbierają fakty – informuje Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu.

Przeprowadzono spotkania na terenie gminy Police, gdzie uczestniczyli przedstawiciele tamtejszych władz oraz członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Polickiej „Skarb”. Amerykańscy goście skupili też swoją uwagę na Kołobrzegu. Czy słusznie? Miasto nie stanowiło centrum przemysłowego będącego celem dla alianckich załóg lotniczych. Wedle ustaleń byłego dyrektora Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu, dr. Hieronima Kroczyńskiego, 11 kwietnia 1944 r. obrona przeciwlotnicza lotniska w Bagiczu strąciła dwie B17. Tego dnia maszyny uczestniczyły w nalocie na polickie zakłady benzyny syntetycznej. Załogi prawdopodobnie postanowiły przelecieć do Szwecji. Najbezpieczniejsze wydawało się pokonanie odcinka wiodącego nad wyspą Bornholm. Po drodze był Kołobrzeg...

Wieloletnie badania jeziora Stolsko położonego 10 km na północny zachód od Szczecina pozwoliły ustalić los amerykańskiej Boeing B17 wersji G. W czerwcu 1944 r., 9-osobowa załoga uczestniczyła w nalocie na Berlin. Podobnie jak w przypadku Lancastera ze Świnoujścia, samolot uległ poważnemu uszkodzeniu. 9-osobowa załoga zdecydowała ratować się ucieczką do Szwecji. Bombowiec systematycznie tracąc wysokość runął do jeziora. W tych okolicznościach członkowie załogi zdecydowali się ratować skokiem ze spadochronem. Wszyscy tego dnia dostali się do niewoli, za wyjątkiem sierżanta Amosa Estrady (na pokładzie samolotu pozostał jego but), który zginął ostrzelany przez Messerschmitta 410. Fragmenty Latającej Fortecy, wydobyte z jeziora Stolsko możemy obejrzeć na wystawie Dzieje Oręża Polskiego (sala techniki): płat skrzydła, hełm, fragment buta, kamizelka przeciwodłamkowa i elementy wyposażenia samolotu (m.in radiostację).





I wojna światowa była konfliktem, w czasie którego zadebiutowało wiele rozwiązań w dziedzinie techniki wojskowej. Nowe osiągnięcia sprawiły ożywienie w środowisku teoretyków wojskowości, poszukujących adekwatnej doktryny dla użycia broni pancernej oraz lotnictwa. W ostatniej dziedzinie na szczególną uwagę zasługują dwaj generałowie, włoski Giulio Douhet oraz amerykański William „Billy” Mitchell. Jako autorzy licznych publikacji poświęconych temu zagadnieniu forsowali pogląd, wedle którego siły lotnicze będą grały decydującą rolę w przyszłym konflikcie zbrojnym.

W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 r., mieszkańcy wielu polskich miejscowości, stali się ofiarami wojny powietrznej. Warto tutaj zaznaczyć, że łączna liczba zabitych podczas bombardowań powietrznych w trakcie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 r. wyniosła mniej więcej tyle samo, co podczas jednego z najbardziej śmiercionośnych nalotów przeprowadzonego na Drezno w lutym 1945 r. Groza, jaką niosła ze sobą wojna powietrzna dała się również odczuć mieszkańcom Pomorza w połowie 1940 r. W czerwcu angielskie bombowce przeprowadziły pierwszy nalot na Szczecin, stolicę prowincji Pommern. Choć rezultaty były nikłe, to w opinii naocznego świadka, jeńca Ignacego Kąkolewskiego, mieszkańcy miasta byli zaskoczeni tą demonstracją siły. Szczecin dysponujący znacznym potencjałem przemysłowym (fabryka samochodów Stoewer, zakłady benzyny syntetycznej w Policach, zakłady silników lotniczych w Załomiu) oraz dogodnym położeniem nad rzeką Odrą, stanowił atrakcyjny cel dla planistów brytyjskiego Bomber Command (Lotnictwo Bombowe RAF).

Lotnictwo bombowe RAF miało wielonarodowy charakter. Tworzyły go oprócz angielskich, polskie, nowozelandzkie, południowoafrykańskie i kanadyjskie dywizjony bombowe służące w ramach tej formacji. Ponadto, naloty strategiczne prowadzili sojusznicy – Amerykanie oraz w znacznie mniejszym stopniu lotnictwo bombowe ZSRR. Siły te kierowane w coraz częstszych misjach bombowych nad Pomorze, wywarły duży wpływ na życie mieszkańców regionu, szczególnie Szczecina. Zmian doświadczyło niemal całe społeczeństwo. Dzieci poddano ewakuacji m.in. do ośrodków na wyspie Rugia. Plan ewakuacji dotyczył urzędów, a także zabytków kultury. Mimo to zniszczeniu uległ Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie. Intensywnie rozbudowano sieć schronów. Dostęp do nich regulowały surowe zasady.





Militaryzacja dotyczyła zarówno mężczyzn, jak i kobiet w podeszłym wieku. Wiele z nich odbywało służbę pomocniczą w Luftwaffe. Kompania bombowa frustrowała mieszkańców, którym towarzyszyło zwątpienie, lęk, często panika. Takie zachowania niepokoiły władzę. Zastosowano drakońskie środki bezpieczeństwa. Świadczyła o tym m.in. kara śmierci, ogłoszona przez gauleitera Pomorza Franza Schwede-Coburga, dla rabujących mienie na terenach bombardowanych.

Równolegle do działań o charakterze cywilnym Niemcy, nie mogąc sprostać siłom alianckim, realizowali plany defensywne. Zakładały one m.in. budowę celów pozornych oraz systematyczne wzmocnienie obrony przeciwlotniczej wokół ważniejszych zakładów. Co miało miejsce w sierpniu 1944 r., gdy Wehrmacht utracił kontrolę nad polami naftowymi wokół rumuńskiego Ploeszti, stanowiącego dla wojsk Rzeszy największe źródło zaopatrzenia w ropę naftową. Wówczas policka fabryka benzyny syntetycznej zyskała na znaczeniu. Historyk Kazimierz Golczewski, autor publikacji zatytułowanej „Porzucona twierdza”, zamieścił informację o 310 działach przeciwlotniczych rozmieszczonych wokół Polic, dla porównania liczba armat przeznaczona do ochrony strefy powietrznej Berlina latem 1944 r., wynosiła 325.

Aktywność obrońców utrudniała formacjom bombowców wykonanie zadania. Samoloty często wracały uszkodzone do baz na terenie Wielkiej Brytanii. Widok poranionych i ciężko rannych lotników nie był rzadkością. Życie w warunkach permanentnego stresu oraz napięcia powodowało, że niektórzy z nich doznawali załamania nerwowego. Ludzie doświadczeni syndromem, określanym jako LMF (Lack of Moral Fibre, brak zasad moralnych), przejawiali niechęć do wykonywania zadań bojowych, co skutkowało m.in. przedłużaniem urlopów. Kierowali się zapewne desperackim przeświadczeniem, że wojna zaraz się skończy. Takie praktyki były jednak szybko demaskowane. Ludziom dotkniętym tą przypadłością, groziły w RAF degradacja oraz pozbawienie wolności. Ogłoszenie nowego statusu odbywało się w upokarzającej aurze, podczas zbiórki jednostki.





Brytyjskie oraz amerykańskie załogi, bombardując głównie Szczecin, Gdańsk i Królewiec, narażone na ataki myśliwców i ostrzał wroga, w warunkach skrajnego wyczerpania oraz w ciężko uszkodzonych maszynach często kierowały się nad neutralną Szwecję. Tam były internowane, a po kilku miesiącach lotnicy wracali do dywizjonów. Straty poniesione w wojnie powietrznej w Europie skłaniają do refleksji. Między wrześniem 1939 a majem 1945 r. łączne straty samego tylko brytyjskiego Lotnictwa Bombowego wyniosły 57 143 osoby. Dla porównania straty korpusu oficerskiego całej brytyjskiej armii podczas I wojny światowej sięgały ponad 38 tys. składu osobowego. Wielka liczba ofiar po 1918 r. stała się powodem mitologizowania poległych w okopach I wojny bohaterów. Inaczej było w przypadku pokolenia lotników realizującego ofensywę bombową w trakcie drugiej wojny światowej. Nie wystawiano im pomników, przeciwnie ich walka stawała się często tematem kabaretowych skeczy. Tak zaskakująca postawa okazywana weteranom, szczególnie w Wielkiej Brytanii, miała zapewne dwie przyczyny. Po pierwsze wbrew przewidywaniom przedwojennych teoretyków, siły bombowe nie były zdolne samodzielnie przybliżyć aliantów do zwycięstwa. Powojenne prace historyków, często byłych pilotów, zawierały stwierdzenie, że kampania bombowa okazała się nieefektywną i kosztowną porażką. Choć jednocześnie ci sami autorzy zawierali pogląd, że bombardowania zmuszały Niemców do rozproszenia ośrodków przemysłowych, co ujemnie wpływało na jakość wytwarzanego uzbrojenia. Poza tym bomby poważnie utrudniły rozwój badań naukowych prowadzonych na potrzeby wojska. Drugi powód stanowiło pochopne planowanie misji przez dowództwo bombowe, co doprowadzało do bezsensownej śmierci wielu alianckich lotników.

Mimo, że wkład załóg bombowych w zwycięstwo aliantów stanowi kontrowersyjny temat, zagadnienie to przeżywa jednak swój renesans, szczególnie na Pomorzu Zachodnim. Wyznaczają je pomniki, które spotkać można m.in. na terenie Świnoujścia, upamiętniające poległych lotników, którzy zginęli bombardując 16 kwietnia 1945 r. ciężki krążownik Lützow. Nieopodal znajduje się cmentarz ofiar nalotu przeprowadzonego przez amerykańską 8. Armię Powietrzną USAAF w marcu 1945 r. W 2009 r. świnoujscy rybacy wyłowili z Bałtyku szczątki brytyjskiego Lancastera. Odnalezione na skrzydle numery umożliwiły wyjaśnienie pochodzenia maszyny. Badacze ustalili, że bombowiec uczestniczył w nocnym nalocie na Szczecin przeprowadzonym pod koniec sierpnia 1944 r., a kurs samolotów wyznaczono w pobliżu świnoujskiej twierdzy. Celny ogień artylerii przeciwlotniczej spowodował pożar i upadek maszyny. Cała załoga zginęła.





Wedle księgi zmarłych Urzędu Stanu Cywilnego miasta Kolberg (Kołobrzeg) z 1944 r. morze wyrzuciło na brzeg dwa ciała. Identyfikacja nie przyniosła rezultatów. Zwłoki jednego z mężczyzn znalezione 2 sierpnia koło wsi Grzybowo, oceniano na wiek między 45 a 55 lat. Czy był to jeden z amerykańskich lotników ? Ustalenie odpowiedzi utrudnia brak informacji o miejscu pochówku. Zdaniem doktora H. Kroczyńskiego ciało pochowano na niewielkim cmentarzu Karlsberg (obecnie Cmentarz Komunalny). Na wspomnianym terenie pochowano wcześniej ośmiu zmarłych od ran polskich jeńców wojennych – weteranów kampanii wrześniowej 1939 r.

Czy w 1944 r. postąpiono podobnie? Miejmy nadzieję, że najbliższe badania pozwolą wyjaśnić szczegóły tej tajemniczej historii.





Załoga B-17, zestrzelonego nad jeziorem Stolsko:

2nd Lt. Robert O’Bannon, dowódca
2nd Lt. Thomas Fitzgerald, drugi pilot
2nd Lt. Nathan Bartman, nawigator
2nd Lt. Arnold Ostwald, bombardier
S/Sgt. Irving E. Lewis, górny strzelec
Sgt. Benjamin Goldman, radiooperator
S/Sgt Herbert McCutchan dolny strzelec
Sgt. Jose Fioretti boczny strzelec
Sgt. Amos Estrada, tylny strzelec


dr Jakub Ciechanowski

Źródło: Muzeum Oręża Polskiego

Fot. Radosław Horanin; fotografie historyczne pochodzą ze strony 457thbombgroup.org.

Ocena:  
( 3 )      nie oceniany
  Opinii:  

0

  

Dodaj swoją opinię