Oprócz głównego budynku szkoleniowego z częścią hotelową (po prawej stronie), na infrastrukturę składały się 2 hangary, basen przeciwpożarowy (służący również do kąpieli) oraz stacja paliw (podziemne zbiorniki paliwa i urządzenia do jego tankowania). Była to w ówczesnej Polsce największa i najlepiej wyposażona szkoła lotnicza tego typu, odznaczała się
„b. estetycznym, europejskim wyglądem” (1).
Kadrę szkoły tworzyli: komendant szkoły kpt. pil. Adam Prodan, szef pilotów kpt. Stanisław Śledziejewski, instruktorzy szkolenia lotniczego por. Roman Nartowicz, Jan Krawczyk, Olejniczak, ppor. Wiesław Kawczyński oraz Radzik, kierownik techniczny por. Piasecki. Szkolenia ogólnowojskowe prowadził sierż. Słowik.
Otwarcie lotniska w Świdniku odciążyło inne lubelskie lotniska – wcześniej w Lublinie z powodu przeciążenia wprowadzony został nawet zakaz lądowania samolotów, a LOPP i Aeroklub Lubelski nie były w stanie szkolić wszystkich chętnych kandydatów na pilotów i spadochroniarzy. Po otwarciu szkoły pilotów do Świdnika przeprowadził się Aeroklub Lubelski, mając tutaj swoją siedzibę aż do 1952 r., gdy rozpoczęto budowę WSK.
Kadra i kursanci szkoły pilotów. Siedzi w mundurze komendant szkoły kpt. A. Prodan
W ostatnich dniach pokoju na lotnisku wykopano rowy przeciwlotnicze. Lotnisko nadal funkcjonowało. Wspomina to Lesław M. Bartelski w „Genealogii ocalonych, Szkice o latach 1939-1944”, opisując charakterystyczne wydarzenie.
„Pewnego dnia listonosz wręczył mi kopertę zaadresowaną znajomym charakterem pisma, nie mogłem opanować drżenia rąk, gdy przedzierałem ją ostrym ruchem. Stempel pocztowy nosił nadruk Świdnika koło Lublina. Brat w oszczędnych słowach donosił, że wszystko w porządku, i prosił, żeby się o niego nie martwić, gdyż wojny nie będzie. Przebywał na P. W. lotniczym i odbył już pierwsze loty. Nalegał, aby mu czym prędzej przesłać rękawiczki, bo „w górze piekielnie zimno”. Dusiło mnie, gdy czytałem te zdania, dusiło ze wzruszenia, pierwsza wiadomość po dwóch miesiącach, wiadomość jakby z innego świata. Spojrzałem jeszcze raz na stempel, data była odbita aż nadto wyraźnie: 31 sierpnia 1939. List nie podawał jednak, co dalej się stało z siedemnastoletnim maturzystą, przeciwnie – gmatwał jeszcze bardziej wszelkie przypuszczenia. Ale stanowił, zarazem pewien dowód, podawał bowiem konkrety.”
Pilot Stanisław Lisik na lotnisku w Świdniku, 28 VIII 1939 r.
2 września 1939 r. komendant Policji Państwowej powiatu lubelskiego napisał w raporcie do starosty lubelskiego:
„Donoszę, że w dniu 2 września o g. 8:30 był nalot samolotów niemieckich na lotnisko w Świdniku. Skutki nalotu: 6 osób zabitych z czego 2 wojskowych, 3 cywilnych zatrudnionych przy pracy i 1 kobieta pracująca obok lotniska, 9 osób rannych, hangar uszkodzony i nowo budowany budynek na lotnisku. W lesie spadło ok. 100 bomb. W kolonii Franciszków upadło 50 bomb, 5 niewypałów. Strat w ludności nie było. Biuro kolejowe nie uszkodzone. Linia telefoniczna pomiędzy Świdnikiem, a Lublinem przerwana. Prowadzi się wywiady w kierunku ustalenia tożsamości osób zabitych."
Z materiałów niemieckich wynika, że lotnisko w Świdniku było celem ataków samolotów Luftwaffe przez dwie soboty: 2 września i 8 września 1939 r. (2)
2 IX celem niemieckiego bombardowania stała się Lubelska Wytwórnia Samolotów. Część samolotów bombardujących Lublin zrzuciła ładunek bomb nad lotniskiem w Świdniku. Zginęło 3 żołnierzy, a kilkunastu zostało rannych – wszyscy byli żołnierzami-rezerwistami Bazy Lotniczej nr 3 z Poznania. Decyzją komendanta szkoły, kpt pil. Adama Prodana, rannych przewieziono konnymi furmankami do Kazimierzówki i ulokowano w szpitaliku szarytek. Kilku poszkodowanych zmarło i zostali pochowani bezimiennie na cmentarzu parafialnym. Żołnierzy zabitych na lotnisku zabrała karetka z Wojskowego Szpitala Okręgowego nr 2 w Lublinie (3). Podczas tego pierwszego bombardowania zniszczono jeden samolot RWD-8.
Z polskich publikacji dowiadujemy się, że bomby spadły na lotnisko w Świdniku również 7 i 9 września.
9 IX trzynaście niemieckich samolotów zbombardowało pole wzlotów, hangar, szkołę pilotów i pobliski las. Po zrzuceniu bomb, ostrzelano z niskiego lotu samoloty, stojące na obrzeżu lotniska, zapalając je i niszcząc. Spalone zostały dwa samoloty PZL. 23 Karaś i jeden LWS-4 Żubr oraz prawdopodobnie jeden PZL.37 Łoś i siedem samolotów RWD-8, a kilka zostało uszkodzonych (4). Ponadto, podczas bombardowania lotniska, zginęło ośmiu żołnierzy, a trzynastu rannych odwieziono do Kazimierzówki. Należeli oni do eskadry zapasowej nr 3 i kompanii portowej. Sołtys w Świdniku zajął się pogrzebem zabitych (5)
W swoich wspomnieniach Ryszard Kręglicki, mieszkający wówczas z rodzicami i rodzeństwem w gospodarstwie położonym w pobliżu lotniska, zapisał:
„Na błękitnym słonecznym niebie pojawiają się niemieckie samoloty. Spadają bomby na pracujących w polu ludzi, są zabici. Strach ogarnia naszą rodzinę, sąsiadów, a szczególnie nas, dzieci. /.../ we wrześniu 1939 roku, naloty niemieckich bombowców sieją strach. Są one częste, szczególnie niebezpieczne nocą, obawiamy się bowiem bombardowania lotniska, a być może naszego gospodarstwa, bo dom mieszkalny i budynki gospodarskie pokryte są błyszczącą ocynkowaną blachą i mogą stanowić też cel bombardowania. Pamiętam takie noce, gdy wyrwany ze snu uciekałem z całą rodziną w pole jak najdalej od naszego gospodarstwa. /.../ Do szkoły [w Świdniku Małym – przyp. PRJ]
nie chodzimy, jest nieczynna. Szosą biegnącą koło naszego gospodarstwa na wschód od Lublina ucieka masa ludzi, zmęczonych, spragnionych, głodnych. Uciekają przed nawałą niemiecką. Szukają odpoczynku w naszym gospodarstwie. W miarę możliwości moi rodzice udzielają pomocy rodakom. Ludzie uciekają głównie pieszo, a także konnymi pojazdami, samochodami, wśród nich widać tabory wojskowe, żołnierzy na koniach. Panuje ogólny bałagan i strach przed niemieckimi samolotami, atakującymi uchodźców seriami z karabinów maszynowych” (6).
Szczątki ofiar poległych podczas bombardowania lotniska znajdują się na świdnickim cmentarzu parafialnym w mogile opatrzonej tabliczką:
„Trzech nieznanych poległych na lotnisku Świdnik 2-IX-1939 r. Cześć ich pamięci”.
Tuż obok znajduje się inna mogiła:
„Siedmiu żołnierzy poległych za ojczyznę. Cześć ich pamięci. Adampol 8.09.1939 r.”.
Z raportu policji z 4 września 1939 r. dowiadujemy się, że
„o godz. 16:30 w kolonii Franciszków zatrzymany został przez patrol w Mełgwii Karol Gryc syn Jerzego i Katarzyny ur. 16 stycznia 1883 r. w miejscowości Żyżlice powiat Cieszyn, wyznania ewangelickiego - zamieszkały w Cieszynie, podejrzany o szpiegostwo. Zatrzymany posiadał przy sobie dwie mapy Lublina, w notesie naszkicowany plan lotniska w Świdniku, 4 odcinki meldunkowe in blanco z pieczęciami Cieszyn. W dniu 28 sierpnia 1939 r. przybył do Adampola, gdzie zamieszkał bez zameldowania się. Wymieniony odprowadzony został do placówki oficerskiej w Lublinie, gdzie został zatrzymany. Dowody pozostały w placówce."
Od 3 września 1939 r. na świdnickim lotnisku organizowany był oddział lotnictwa, utworzony przez pilotów ewakuowanych z poznańskiej Bazy nr 3. Zgodnie z ówczesnymi zarządzeniami, z chwilą wybuchu wojny pułki lotnicze przestawały istnieć i zamieniały się w bazy. Zadaniem oddziału było dalsze szkolenie pilotów, a następnie kierowanie ich do dywizjonów myśliwskich oraz w miarę możliwości wykonywanie zadań bojowych.
Do Świdnika trafiła części eskadry zapasowej oraz szkolnej i treningowej. Tutaj kpt. pil. Tadeusz Czołowski i kpt. piI. Jerzy Orzechowski podjęli się zorganizowania klucza rozpoznawczego, w oparciu o samoloty PZL-23 B Karaś, PWS-26 i R-XIII oraz klucza myśliwskiego, dysponując nieuzbrojonymi samolotami PZL-11c. Klucz rozpoznawczy pod dowództwem kpt. Czołowskiego wykonywał loty rozpoznawcze, głównie dla potrzeb organizującej się Armii „Lublin” i obrony rejonu środkowej Wisły (7). Tak pierwsze dni Oddziału Lotnictwa Myśliwskiego Bazy nr 3 w Świdniku opisał w swoich pamiętnikach kpt. piI. Jerzy Orzechowski:
„Wieczorem 5 września zaczęły nadchodzić pierwsze transporty poznańskiej bazy. Ludzie byli zmęczeni i niewyspani. Opowiadali, że wielokrotnie byli atakowani przez niemieckie lotnictwo na trasie przejazdu. Jednak niezależnie od zmęczenia trzeba było wyładować sprzęt przed świtem, więc wszyscy - niezależnie od posiadanego stopnia i funkcji - zabraliśmy się do pracy. W składzie personelu znalazło się 10 pilotów, których natychmiast wcieliłem do swojej eskadry. Byli to w większości oficerowie i podchorążowie rezerwy, skierowani po mobilizacji do pułku, dla których po prostu zabrakło samolotów w jednostkach bojowych. Dysponowałem 4 samolotami, więc od 6 września rozpoczęliśmy loty rozpoznawcze w rejony przyfrontowe z zadaniem obserwowania ruchów wojsk nieprzyjaciela. Pozornie były to loty bezpieczne, ale tylko pozornie. Strzelali do nas bowiem nie tylko Niemcy, ale także polskie jednostki, które nie znały sylwetek samolotów.”
6 września Doświadczalne Warsztaty Lotnicze w Warszawie ewakuowały znajdujące się w wytwórni samoloty sportowe (m. in. najnowsze samoloty RWD-8 i RWD-13) przez Świdnik do Stanisławowa, a stamtąd 14 września do Bukaresztu (8).
9 września, zgodnie z rozkazem gen. Regulskiego, o godz. 4:30, personel Bazy nr 3, kwaterujący na lotnisku w Świdniku wyruszył do Łucka. W związku z tym Jerzy Orzechowski otrzymał rozkaz zlikwidowania eskadry i odesłania samolotów wraz z pilotami jako uzupełnienie jednostek frontowych. 10 września na odprawie w DOK Lublin zapadła decyzja, że baza ma wyruszyć w nocy z 10/11 września 1939 r. Stan bazy w tym czasie wynosił około 400 żołnierzy i oficerów, w tej liczbie było około 30 pilotów. Lotnisko w Świdniku zostało zbombardowane przez Niemców 11 września, ale samoloty eskadry ocalały dzięki rozproszeniu i zamaskowaniu ich poza terenem lotniska. Zabrała je Brygada Pościgowa, która od kilku dni bazowała na lubelskim węźle lotnisk.
„Po około miesiącu wkraczają już żołnierze niemieccy, wzbudzający strach, uzbrojeni po zęby, w hełmach, na motocyklach lub w samochodach. Zajmują budynek szkolny na koszary wojskowe, więc do szkoły nie chodzimy. Nadchodzi zima – mroźna i śnieżna. Niemcy rekwirują płody rolne i inwentarz. Wyznaczają dla każdego rolnika wysoki kontyngent dostaw zboża i zwierząt hodowlanych. Żyjemy w ciągłym strachu. W naszym domu pojawiają się różni nieznani mi mężczyźni, rozmawiają o organizowaniu ruchu oporu przeciw okupantowi. Jestem ciekawym obserwatorem życia w warunkach okupacji. Mija rok od wybuchu wojny. We wrześniu 1940 roku kierownik szkoły, Roman Grega, organizuje nauczanie dzieci. Wyrzucone ze szkoły ławki zostały przeniesione do gospodarstw wiejskich, poustawiane w rozmaitych pomieszczeniach, głównie w stodołach. Nauka odbywa się w różnych miejscach w wiosce odległej od mojego domu około trzech kilometrów. Nauczyciele są wspaniali, uczą nas według programu przedwojennego. Chodzę do szkoły razem z moim starszym o dwa lata bratem i siostrą starszą o pięć lat. Po lekcjach pomagamy rodzicom w pracy w gospodarstwie rolnym. W domu ciągle panuje obawa o starszą siostrę i brata (mają po osiemnaście i dwadzieścia lat), żeby nie wysłano ich na roboty do Niemiec, gdyż ciągle kogoś ze wsi wywożą. Mojemu starszemu rodzeństwu udaje się znaleźć pracę w Lublinie, co chroni ich przed wywózką na roboty. Mija drugi rok okupacji niemieckiej. Blisko naszego gospodarstwa Niemcy stawiają drewniane baraki, przeznaczone na koszary dla jednostki wojskowej Wehrmachtu. Żołnierze niemieccy chodzą po gospodarstwach i rekwirują żywność, szczególnie jajka. Wyznaczają też, oprócz kontyngentu na dostawę zbóż i zwierząt, kontyngent na owoce i suszone liście malin. My jako dzieci musimy te liście zrywać i suszyć. Przed rozpoczęciem wojny ze Związkiem Sowieckim Niemcy uruchamiają lotnisko w Świdniku, skąd będą dokonywać nalotów na tereny dotychczasowego sojusznika, a teraz już wroga” (9).
Zniszczone podczas kampanii wrześniowej i zajęte przez Niemców lotniska polskie w niedługim czasie zostały odbudowane i zaczęły być wykorzystywane przez Luftwaffe. 1 stycznia 1940 roku lotnisko Irena w Dęblinie stało się siedzibą szkoły pilotażu Flugzeugführerschule A/B 21. Stacjonował tu pułk szkoleniowy Flieger-Ausbildungs-Regiment 21 (FAR 21). Jednym z lotnisk szkoleniowych tej jednostki stało się właśnie lotnisko w Świdniku. Szkolenie prowadzono m. in. na samolotach Arado Ar.96. W maju 1941 roku, na krótko przed zbliżającym się atakiem niemieckim na Związek Sowiecki, szkoła została rozwiązana, a podległe jej jednostki włączono do innych jednostek szkoleniowych.
W czerwcu 1941 r. Kampfgeschwader 54 (KG 54) „Totenkopf” 54. stacjonował w miejscowości Izbicko na Opolszczyźnie. Sztab pułku oraz dwa dywizjony w liczbie ponad 70 samolotów Junkers Ju-88 oczekiwały w stanie pogotowia na kolejne zadania. Jednostki szkoleniowe pułku oraz jednostki uzupełnień stacjonowały w tym czasie w Lagerlechfeld, w okolicach Augsburga. Rozpoczęty 17 czerwca przerzut samolotów na lotnisko w Świdniku zakończył się następnego dnia. Zdecydowaną większość stanowiły bombowce Ju-88 A5.
Uczestnik tamtych wydarzeń zanotował:
„21 czerwiec 1941
Przerzut KG 54 ze Stubendorfu (Izbicko) na lotnisko w Świdniku k/Lublina zakończył się 18 czerwca i pułk w składzie 74 Ju88 A-5 (z tego 65 bezpośrednio do użycia) stał w pogotowiu oczekując na kolejne zadania.
Sztab pułku: 3 Ju 88 IV./KG 54 w miejscowości Lagerlechfeld (ze szkoleniem i uzupełnieniami)
I./KG 54: 36 Ju 88
II./KG 54: 35 Ju88 Stan z dnia: (01.04.1941)
6 He 111, 13 Ju 88 A5, 1 Do 17Z.
W sumie: 74 Ju 88 (Trzecia grupa nie wliczona).
Dowództwo: Geschwaderkommodore, Obstlt. Otto Höhne;
Kommandeur I./54, Hptm. Richard Linke;
Kommandeur II./54, Maj. Erhart Krafft von Dellmensingen;
Kommandeur IV./54, Hptm. Hans Widmann.
O godz. 21 na rozbiegu uszeregowano dywizjony. Dowódcy ogłosili >>Odezwę Fuhrera do żołnierzy frontu wschodniego<<. Wszelkie wątpliwości w tym momencie zostały rozwiane, a żołnierze zdali sobie sprawę z ciężkich zadań, które w najbliższym czasie miały ich czekać. Noc nie przyniosła zbyt wiele snu. Do północy trwały dyskusje na temat przyszłych zadań. Przybyli kurierzy Luftfloty dostarczając rozkazy zadań wraz z opisami celów. W celu zapewnienia panowania w powietrzu i zredukowania zagrożenia nad polem walki, pierwszym celem stały się wrogie lotniska w najbliższej okolicy.
22 czerwiec 1941
Jeszcze w trakcie zmroku pomiędzy godziną 2:34, a 3:09 wystartowała na pierwsze zadanie I./54 w liczbie 23 Ju88 przeciwko sowieckim lotniskom Kamień Koszyrski, Kołki i Janówka. Następnie około 3:15 wystartowała II./54 aby zaatakować lotniska Wielick, Kołki i Łuck. Pierwsza grupa zrzuciła w ataku nurkującym 44 bomby SC-250 i 220 bomb SD-50 pomiędzy stojące na lotniskach samoloty. U celu napotkano 3 Rata (I-16 Iszak) i sześć I-153 (Polikarpow), które jednak nie oddały strzału. Wszystkie samoloty wróciły z powrotem do Świdnika bez strat./.../
O 7:50 do trzeciego zadania na start wyszło dwanaście Ju88 z I./54. Z 42 bombami SC-250 i 120 bombami SD-50 wystartowało ponownie przeciwko lotniskom w Janówce i Kołkach. Przy tej okazji z całą pewnością zlikwidowano w Janówce 5 do 6, a w Kołkach około 30 samolotów. W okolicy lotniska Kołki zaatakowały Rata i dwa trafione Ju88 musiały lądować na lotnisku w Świdniku >>na brzuchu<<. (10).
W czasie okupacji niemieckiej na lotnisku powiększono teren pola wzlotów i wybudowano pas betonowy oraz urządzono skład bomb. Z tego okresu pochodzą zachowane do XXI w. resztki betonowego pasa startowego. W lesie Rejkowizna zbudowany został magazyn bomb, do którego wiodła bocznica kolejowa.
Fakt używania przez Luftwaffe lotniska potwierdzają w swoich wspomnieniach ówcześni mieszkańcy Świdnika, Ryszard Kręglicki i Stefan Kujawski.
„Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej z lotniska w Świdniku startują samoloty i lecą bombardować tereny wroga. Każdego dnia liczymy, ile wystartowało, a ile wróciło. Zdarzają się przypadki „niepełnych” powrotów, co nas bardzo cieszy i daje nadzieję na rychłą klęskę Niemców. Zdarzały się też przypadki rozbicia się samolotu przy lądowaniu na skutek uszkodzonego podwozia” (11).
Raport wywiadu wojskowego Armii Krajowej z maja 1944 r. informował:
„Załoga lotniska Świdnik wynosi ok. 1000 osób. Na terenie rejonu I artyleria przeciwlotnicza niemiecka zajęła: na 1 kol. Prawiedniki (przy gospodarstwie Samborskiego i Klimka), na 1 kol. Zemborzycka (na odcinku od stacji kolejowej do gospody) i na wsi (koło gospodarstwa Golijanka przy trakcie „Tatarówka") stanowiska dla swej broni. Poza tym dookoła lotniska Świdnik - na Świdniku Starym, Kazimierzówce, w Janowicach, Krępcu ustawione są reflektory - ilość ich nie ustalona, z wyjątkiem Krępca. Są tam 2 reflektory (jeden koło szkoły, drugi koło młyna), oba ubezpieczone - 1 ckm i kilkunastu ludzi obsługi."
W dniach 10-20 lipca 1944 roku front przebiega przez Świdnik.
„Niemcy uciekają, z wściekłością strzelają do cywilów. Nam też grozi niebezpieczeństwo. Chowamy się w schronie wykopanym w ziemi około stu dwudziestu metrów od naszego gospodarstwa. Przebywamy tam kilka dni i nocy. Widzimy Niemców plądrujących nasze gospodarstwo. Zabierają dwa konie z wozem i uciekają w kierunku Lublina. Nas na szczęście nie znaleźli” (12).
W lipcu 1944 r., w obliczu nadciągających wojsk sowieckich i polskich, Niemcy zaorali teren lotniska, pozostawiając jedynie wąski pas startowy, a następnie wysadzili w powietrze budynek szkoły i hangary.
„Mija kilka dni i na pobliskiej szosie pojawiają się sowieckie i polskie czołgi oraz samochody z polskimi żołnierzami, a także polska piechota i konne tabory wchodzące w skład Armii Polskiej utworzonej w Związku Sowieckim w 1943 roku z deportowanych na daleki wschód mieszkańców dawnych polskich Kresów Wschodnich. Witamy ich kwiatami, częstujemy mlekiem i chlebem. Wyzwolenie. Radość ogromna, ale moja radość została zmącona wypowiedzią najstarszego brata Mieczysława (był żołnierzem AK), który usłyszawszy ode mnie, że witaliśmy żołnierzy sowieckich kwiatami, powiedział z goryczą, że należało powitać ich granatami, bo czeka nas, niestety, niewola, tym razem bolszewicka. Były to prorocze słowa, ale ja ich jeszcze nie rozumiałem, podobnie jak i ogromna większość Polaków” (13).
W okresie wojennym w okolicach Świdnika partyzantka prowadziła udane akcje.
Grupa żołnierzy z mełgiewskiej placówki, 21 VII 1944 r., w drodze na koncentrację, dokąd udawała się okrężną drogą, przez las pod Franciszkowem, natknęła się na niemiecki oddział maszerujący w kierunku Lublina. W wyniku starcia obie strony poniosły straty, przy czym Niemcy zmuszeni byli zmienić kierunek marszu i wycofać się na południe.
W nocy na rozpoznanie lotniska w Świdniku wysłany został pluton żołnierzy. Lotnisko, na którym znajdował się w tym czasie tylko jeden samolot transportowy, orał traktor, tak by uniemożliwić korzystanie z niego. Na torach stały zablokowane pociągi, które nie mogły odjechać z uwagi na zniszczenie torowiska przez rosyjskie samoloty. Ppor. Wacław „Trapez” Kowalczyk tak wspomina ten czas:
„O godzinie 24 zarządziłem odprawę dowódców plutonów. Na odprawie ustaliliśmy plan działania w czasie akcji zwiadowczej mającej na celu zbadanie sił nieprzyjaciela na przyfrontowym lotnisku Świdnik k/Lublina. Do wykonania zadania zgłosili się pchor. Klimkiewicz Zygmunt ps. „Szczerba” i plut. Marciniak oraz 20 żołnierzy. Wymarsz nastąpił o godzinie 2.00. Powrót wyznaczony był na wczesny ranek. Pozostałe plutony odpoczywały pod osłoną w stodołach na sianie. Pobudka odbyła się o godz. 5-tej. Z wysłanych żołnierzy nikt do godz. 7-ej nie powrócił. Zaistniała obawa, że zostali zabrani do niewoli lub w czasie walki zginęli.
W ślad za nimi wysłałem drugą grupę żołnierzy składającą się z dwudziestu ludzi dobrze uzbrojonych i wyszkolonych z zadaniem odszukania swoich kolegów i natychmiastowego powrotu. W batalionie zarządziłem ostre pogotowie, obawiając się ataku nieprzyjaciela. Minuty stawały się godzinami. Nikt nie wracał z wysłanych żołnierzy, ani też nikt nas nie atakował. W południe ubezpieczenie zameldowało, że od strony Świdnika jadą wozy z radosnym śpiewem ludzi na nich jadących. Wkrótce okazało się, e to nasi jadą z pełnymi wozami amunicji i broni zdobytej w Świdniku.
Dowódca zwiadu pchor. Klimkiewicz meldował: »Siły nieprzyjaciela były słabe, zdecydowałem zniszczyć im lotnisko. Na wystawione posterunki otworzyłem ogień, nieprzyjaciel odpowiedział ogniem, ale zaczął się wycofywać. Wpadliśmy do baraków, rozbroiliśmy Niemców, następnie zamknęliśmy ich w barakach, a sami zaczęliśmy opróżniać magazyny. Kilku kolegów wysłałem po furmanki do najbliższej wioski, a oto nasza zdobycz: 6 fur amunicji, 3 sprężone karabiny maszynowe, 8 granatników z dużym zapasem amunicji, 6 karabinów maszynowych, 2 działka artyleryjskie. Strat własnych nie było. Niemców poległo pięciu (posterunkowych), a trzydziestu dostało się do niewoli (zamknięto w barakach)«” (14).
Warto zaznaczyć, że na ziemiach dzisiejszego powiatu świdnickiego działał i ukrywał się ostatni żołnierz polskiego podziemia niepodległościowego Józef „Lalek” Franczak. Zginął w nocy z 20 na 21 X 1963 r., podczas tajnej operacji Służby Bezpieczeństwa i ZOMO. „Lalek” wydany został przez kuzyna, który za pieniądze otrzymane za zdradę kupił dom... w Świdniku.
17 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał pośmiertnie Józefowi Franczakowi Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Gdyby żył, Józef Franczak otrzymałby to odznaczenie za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin.
Lotnisko zostało zajęte w lipcu 1944 r. przez wkraczające wojska i używane przez sowieckie lotnictwo. Niestety, nie tylko do celów ściśle związanych z toczącą się nadal wojną, ale także w związku z prześladowaniami politycznymi.
Niektórych, osadzonych w areszcie NKWD w Lublinie przy ul. Chopina, wywieziono z lotniska w Świdniku 11 sierpnia 1944 r. na teren ZSRR transportem lotniczym. Byli to m. in. Delegaci Powiatowi Rządu z Biłgoraja, Tomaszowa Lubelskiego, Chełma oraz oficerowie okręgu Armii Krajowej Lublin. W transporcie tym skierowanym do obozu w Kijowie znalazło się około 50 internowanych (15). Znalazło się w tej grupie 21 przedstawicieli delegatur RP, 8 oficerów sztabowych obwodów i większych jednostek wojskowych, 5 komendantów rejonów i placówek (16).
Dnia 23 sierpnia 1944 r. wieczorem w bramie przy ul. Orlej 7 w Lublinie zatrzymani zostali przez sowieckich żołnierzy: Janek Kocoń (pseud. „Ryś”), Wacek Nieliszczuk (pseud. „Sokół”), Henryk Żabicki (pseud. „Hajner”). Wszyscy trzej byli żołnierzami „Zapory”. Sowieci zaprowadzili ich do siedziby NKWD przy ul. Chopina 7, gdzie byli wstępnie przesłuchiwani. Następnego dnia przeprowadzeni zostali pod eskortą do budynku przy ul. Chopina 18, gdzie mieścił się areszt NKWD.
Cele pełne były chłopaków - z BCh, aresztowanych z domów, z ulicy lub w czasie zgłaszania się do armii Berlinga - czyli wszyscy których przeszłość budziła chociaż cień podejrzeń. Tutaj przesłuchania trwały nocą a w czasie dnia strażnicy nie pozwalali się przespać. Po dziesięciu dobach bez snu rankiem 3 września 1944 r. kazano im zabrać swoje rzeczy i załadowano ich na ciężarówkę. „To Świdnik, lotnisko” - szepnął ktoś, nim padł rozkaz do opuszczenia wozu. - Biegom do samolota! usłyszeli. Nikt nie poderwał się do biegu. Trzynastu więźniów, żołnierzy Armii Krajowej, z podniesionymi głowami wolno przemierzało płytę lotniska. Ustawione rzędem aeroplany z czerwoną gwiazdą mrugały złowrogo. Znów lista, wyczytywanie nazwisk. Po dłuższym oczekiwaniu samolot wystartował na wschód, uwożąc w bezkresne przestrzenie imperium zła trzech pierwszych żołnierzy „Zapory”: „Rysia”, „Hajnerka” i „Sokoła” (17).
Świdnickie lotnisko pojawia się we wspomnieniach sowieckich żołnierzy. Wiosną 1945 roku przebywał wraz ze swoim pułkiem na lotnisku w Radawcu pilot Jurij Aleksiejewicz Kot. Wspomina on:
„Po wylądowaniu wszystkich samolotów zapoznaliśmy się z lotniskiem Radawiec Duży. /.../ W tej wsi ulokowały się jednostki 654-go batalionu obsługi lotnisk. W ziemiankach ulokowali się technicy. 20-ty Sewastopolski Pułk razem z Pułkiem Smitienki, niedawno połączony z naszą dywizją, wylądował na lotnisku Świdnik (na wschód od Lublina). Tam też znajduje się sztab dywizji i 679-go batalionu obsługi lotnisk" (18).
Lotnisko w Świdniku pojawia się również w materiałach dotyczących innego sowieckiego pilota, Iwana Kirsanowa, Bohatera Związku Radzieckiego, dowódcy eskadry 20. Gwardyjskiego Sewastopolskiego Pułku Lotnictwa Bombowego.
Zdjęcie zrobione 21 stycznia 1946 r., prawdopodobnie na świdnickim lotnisku (19)
14 sierpnia 1946 r. na świdnickim lotnisku, podczas dużej uroczystości, reaktywowano Aeroklub Lubelski. Przybyłych gości powitał syn, zamordowanego przez Niemców, przedwojennego wojewody lubelskiego, Jerzy de Tramecourt, absolwent szkoły Pilotów LOPP.
Zademonstrowano pierwszy powojenny samolot Szpak 2, wykonano loty szybowcowe i skoki spadochronowe, a pokaz pilotażu wykonały samoloty wojskowe z Dęblina.
Powojenna historia miasta ściśle wiąże się z dziejami Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego. W sierpniu 1949 roku do małej, letniskowej wioski leżącej niedaleko Lublina zaczęli przybywać pierwsi pracownicy budowlani.
Zakład powołany został 1 stycznia 1951 roku w oparciu o zarządzenie ministra przemysłu ciężkiego i przyjął nazwę: Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego Przedsiębiorstwo Państwowe Wyodrębnione – Świdnik k/Lublina. Pracę w nim znaleźli mieszkańcy najbliższych miejscowości, wśród nich byli również tacy, którzy pracowali już w przemyśle lotniczym np. w Lubelskiej Wytwórni Samolotów, ale przybywali tutaj, często z nakazem pracy, Polacy ze wszystkich zakątków kraju.
Równocześnie z zakładem rosły osiedla mieszkaniowe. Szybko kształtował się organizm miejski, który w 1954 roku był na tyle samodzielny, że zapadły decyzje o nadaniu mu praw miejskich.
7 października 1954 roku wydane zostało Rozporządzenie prezesa Rady Ministrów „W sprawie zaliczenia niektórych gromad w poczet miast”. W punkcie 3 tego rozporządzenia w poczet miast zaliczono gromadę Adampol, a nazwę miasta ustalono jako Świdnik. Miasto Świdnik liczyło wtedy 7 tys. mieszkańców.
Opracował Piotr R. Jankowski, przy współpracy Konrada Strzeleckiego, na podstawie materiałów udostępnionych przez Marcina Dąbrowskiego, Kornela Mareczko oraz pozyskanych przez Stowarzyszenie Forum Świdnika i Urząd Miasta Świdnik w ramach projektu „Świdnik na kartach historii”.
Korekta: Monika Lechnio-Lewicka
Zdjęcia: archiwum Stowarzyszenia Forum Świdnika oraz Urzędu Miasta Świdnik, Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego w Lublinie.
Przypisy:
(1) Otwarcie dwóch nowych szkół pilotażu LOPP, Skrzydlata Polska, czerwiec 1939, s. 173.
(2) Marius Emmerling, Luftwaffe nad Polską 1939, cz. II Kampfflieger, Armagedon, Gdynia 2005, ss. 53, 54, 183,
(3) Jerzy Pawlak, op. cit., s. 45.
(4) Adam Glass, Wrześniowe straty 1939-Polskie samoloty, cz. I, Mirage Hobby 2001, s. 69.
(5) Jerzy Pawlak, op. cit., s. 54.
(6) Ryszard Kręglicki, Moje szkolne lata, w: Wspomnienia słuchaczy Towarzystwa Warszawskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku im. Fryderyka Chopina w Warszawie.
(7) Ibidem, s. 47.
(8) Za Andrzej Glass, Ewakuacja polskich samolotów cywilnych do Rumunii.
(9) Ryszard Kręglicki, op. Cit.
(10) Radtke, Siegfried. Kampfgeschwader 54: von der Ju 52 zur Me 262 - Eine Chronik nach Kriegstagebüchern, Dokumenten und Berichten 1935-1945 (Munich: Schild Verlag, 1990)
(11) Ryszard Kręglicki, op. cit.
(12) Ibidem.
(13) Ibidem.
(14) Wojciech Kempa, Na przedpolach Warszawy - w oparciu o materiały zgromadzone w dziale rękopisów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie, w zbiorach zdeponowanych przez Ireneusza Cabana i Zygmunta Mańkowskiego.
(15) Alina Gałan, Represje organów bezpieczeństwa ZSRR, PKWN i Rządu Tymczasowego, Konferencja w Nowogrodzie Wielkim, 23 VI 2004 r.
(16) Ireneusz Caban, Armia Krajowa w okręgu lubelskim sierpień 1944 – wrzesień 1945. Wybrane problemy, w: Księga Borowiczan, t. III, Warszawa, s. 103.
(17) Ewa Kurek, Zaporczycy 1943-1949, wyd. Clio, 2005.
(18) http://lit.lib.ru/k/kot_j_a/text_0010.shtml
(19) Na rosyjskojęzycznej stronie poświęconej Iwanowi Kirsanowowi znajduje się to zdjęcie podpisane: Ботвинов, Кирсанов, Левчук, Храмов. Польша, аэродром Свидник (?). 21.1.46.
zobacz cz. 1
0
Dodaj swoją opinię