2014-12-25

Pilot alpejskich lodowców (cz. 1)

Hermann Geiger był szwajcarskim pilotem, specjalizującym się w wysokogórskich lotach. Na koncie miał 35 tysięcy lądowań w górach, uczestniczył w setkach niebezpiecznych akcji ratowniczych. Zginął w wypadku lotniczym.

Nie lata się bezkarnie ponad największymi szczytami Alp

Historia Hermanna Geigera


Hermann Geiger urodził się 27 października 1914 roku. Był szwajcarskim pilotem z Savièse specjalizującym się w lądowaniach w wysokich górach, twórcą nowej techniki wysokogórskich lotów. Na koncie miał 35 tysięcy lądowań w górach, uczestniczył w setkach niebezpiecznych, ale szczęśliwie zakończonych akcji ratowniczych (wykonał ok. 3 tysięcy akcji ratowniczych, średnio ok. 200 lotów w ciągu roku).

F. Germain ‒ ratownik wysokogórski pisze o nim (…) człowiek-ptak, a nawet bardziej ptak niż człowiek, skoro ziemia, ojczyzna człowieka, wydawała mu się mniej pewna niż powietrze, ojczyzna ptaków! Był to człowiek w najpełniejszym słowa tego znaczeniu! (…) poznałem człowieka najprostszego pod słońcem. Geiger był bezpośredni i powściągliwy, poważny bez surowości, umiejący rozjaśnić swoją powagę miłym uśmiechem; w jego oczach płonął przytłumiony ogień, jakby odblask wewnętrznego, jakże wymownego żaru. Był lotnikiem miłującym swój zawód ‒ swój wspaniały zawód ‒ który w pełni posiadł wraz z jego techniką i kunsztem. Był także człowiekiem kochającym człowieka, kochającym ludzi, człowiekiem, który uważał za rzecz zupełnie naturalną natychmiastowy odzew na pierwszy krzyk rozpaczy. Geiger kochał także zwierzęta miłością głęboką i naturalną. (…).

Jak wspomina go Germain dalej: Wydaje mi się, że widzę jego spojrzenie skierowane ku niebu, które ukochał namiętnie, gdyż dawało mu szczęście szybowania w przestworzach.

Jeden z pasażerów mówi do niego i o nim: W pobliżu nieba. (…) Pan pracuje tuż-tuż przy niebie… W pobliżu nieba… Szczęśliwi są ludzie żyjący w pobliżu nieba…

Czytając wspomnienia natrafiamy na wersy: Niektórzy ludzie są urodzeni po to, by iść naprzód, by torować drogę. (…) Otworzył dla lotnictwa bramy zakazanego świata. (…).



Na lodowcu Montfort

Pochodził z wielodzietnej rodziny. Miał dziewięciu braci i cztery siostry. Mimo ciężkiego życia, pracy, na Gwiazdkę dzieci otrzymywały od ojca, który był stolarzem w fabryce meblowej, upominek ‒ drewnianą zabawkę. Mały Hermann zawsze prosił o samolot. Jak sam wspomina: Jak tylko mogę sięgnąć wstecz pamięcią, zawsze pragnąłem jednej, jedynej rzeczy: unosić się w powietrzu. Dalej opowiada, że pewnego dnia podczas lekcji w szkole usłyszeli nieznany warkot. Przez okno, wpatrzeni w niebo odkryli samolot. Jak zahipnotyzowani patrzyli na niego tak długo, aż zniknął. Chłopiec cały dzień myślał o tym spotkaniu. Przy kolacji poinformował rodzinę, iż zostanie lotnikiem. Wieczorem modlił się, aby chociaż jeden raz oderwać się od ziemi, chociaż o 50 cm, o 1 m, być może wtedy, jeśli zadowoli się tak niskimi lotami, Bóg nie odmówi jego prośbie, którą następnego dnia po szkole złożył w katedrze w Sion.

Chłopiec urzeczony widokiem samolotów podczas wojskowego mityngu lotniczego na łące tuż pod Chalais nie potrafił wrócić do normalnego szkolnego życia. Zdawał sobie sprawę, że musi wyrosnąć, skończyć szkołę. Powtarzał sobie: Musisz zapomnieć o podmuchu śmigła. Mijały lata. Hermann budował samolociki. Jedne latały, drugie nie chciały. Marzył, że wybuduje kiedyś prawdziwy samolot.

Ucząc się już na mechanika, odkrywając tajemnice lotniczej techniki razem z kolegami zakupił szybowiec. W soboty po południu i w niedziele latać ich uczył pewien oficer ze szwajcarskiego Aeroklubu, a przez dwie zimy prawie co wieczór od 7 do 2 nad ranem budowali własny szybowiec. Po trzech latach zdobył świadectwo pilota szybowcowego klasy A, po kolejnych trzech ‒ świadectwo pilota klasy B (autor już wtedy latał nad Alpami nowo zakupionym szybowcem), by wreszcie po kilku latach otrzymać świadectwo pilota szybowcowego. Pracował w Szwajcarskim Ośrodku Szkoleniowym w Bernie jako instruktor szybowcowy i samolotowy.

Alpy. Setki i tysiące razy wracałem do Alp, które mnie przyciągały, a zarazem nakazywały respekt dla szalejących tam straszliwych sił przyrody. Tym to właśnie siłom i temu respektowi zawdzięczam, być może, moją ostrożność; często grzeczniutko pozostawałem na ziemi, jeśli nie byłem w dobrej formie lub kiedy pogoda wydawała się podejrzana; słuchałem rad starszych kolegów. Przepędzając strach i ucząc się najpierw latać w głowie, a potem w powietrzu opanował technikę akrobacji.

Hermann swoje projekty transportu w górach rozpoczął od bezpośrednich zrzutów różnych materiałów na ziemię w obranym punkcie. Przy dość dużej szybkości z wysokości 30-40 metrów zrzucano drewno lub węgiel schroniskom, pocztę, żywność, materiały budowlane na budowę na Grande Dixence, wypłatę dla robotników w Cheillon, meble ‒ rozebrane na części, a później przez stolarza klejone.



Transport drzewa

Wywoził narciarzy, przewodników, turystów na Haute-Route, Tête Blanche, Testa Grigia, Cima des Jazzi, na lodowiec Ferpècle, Zmutt, Zanfleuron.



Na Testa Grigia trudny odlot z uwagi na silny wiatr


Odlot z lodowca Saleina

Do Cessny 170 o pułapie 6000 metrów wmontowano jak opisuje sam autor takie oto urządzenie: Składało się ono z dwóch mocnych płacht zawieszonych pod samolotem i tworzących, po ich zamknięciu, pojemnik o wymiarach 1,80 m długości, 60 cm szerokości i 30 cm wysokości, do którego można było załadować mniej więcej 200 kilogramów „towarów”. System zamknięcia i ryglowania przypominał spadochron, ale w naszym pierwszym urządzeniu obie warstwy płótna zachodziły na siebie u podstawy, wobec czego mogła powstać taka sytuacja, zwłaszcza wskutek zawilgocenia lub skośnego śniegu i marznącej mżawki, że te warstwy skleją się, a wówczas rygle puszczą, ale nie otworzy się pojemnik lub otworzy się niecałkowicie i nie natychmiast. Ta wada przysporzyła mi zresztą tyle poważnych nieprzyjemności, że wymyśliłem później system ryglowania mechanicznego, które okazało się najzupełniej pewne. W aneksie książki dotyczącego między innymi Samolotu HB-OED autor opisuje dokładnie urządzenie do zrzutów: (…) zbudowane jest ze stalowych rur, do których są przytwierdzone dwa szerokie pasy z płótna; zamknięcie spodu odbywa się mechanicznie i pilot może je sprawdzić z fotela, jeżeli zasobnik był otwierany w czasie lotu. Po dokonaniu zrzutu sprężyny układają i przytrzymują płótno przy kadłubie, co uniemożliwia trzepotanie tkaniny, które powodowałoby wibracje. Aerodynamiczna osłona z aluminium z przodu zmniejsza opór czołowy.





Autor przypomina, że: Zasady powietrznego bezpieczeństwa wymagają, żeby latać wysoko i szybko. Natomiast technika zrzutów wymaga, żeby latać nisko i powoli. Będąc nisko i lecąc z bezpieczną szybkością Geiger stwierdził, że kąt padania był na tyle ostry, że zrzut poprzez hamowanie podczas swego lotu ślizgowego lądował łagodnie.

Tak jak pisał Germain nasz bohater kochał zwierzęta. Pomagał im z nieba. Lecąc wzdłuż stromego zbocza zobaczył pewnego dnia uwięzione w śniegu kozice. Niektóre z nich wyglądały jakby były zupełnie zasypane. Kiedy autor nad nimi przelatywał, bały się, jak oszalałe próbowały uskoczyć do znajdujących się w pobliżu skał, by tam szukać schronienia. Hermann postanowił, że następnym razem przywiezie im siano i tak już zostało. Po kilku dniach potrzebnych na przyzwyczajenie i zapewne zdobycie zaufania ‒ do pilota i samolotu ‒ kozice na warkot maszyny reagowały zupełnie odmiennie. Wychodziły z kryjówek, nastawiały swoje małe uszka i czekały na przysmak.

Dalej pisze, że na wysoko położonej hali w Nendaz zupełnie nieświadomie warkotem silnika wystraszył stado kozic. Był świadkiem jak uciekając zostawiły malutkie i bezbronne koźlątko. Hermann wylądował i zabrał niezwykłego pasażera na lotnisko w Sion. Wieczorem oddał go matce i stadu.



Pasza dla kozic

Posłuchajmy jeszcze jak opowiada o swoim spotkaniu z orłem: Działo się to w czasach wojennych. Dla nas, cywilów, nie było już mowy o lotach silnikowych. Armia zarezerwowała niebo wyłącznie dla siebie. Nawet nasze szybowce nie zawsze miały wolną drogę. Tego czerwcowego dnia dopisało mi szczęście. Przyklejony do brunatnych pagórków górujących nad prawym brzegiem Rodanu, pozwoliłem się ponieść bardzo silnym prądom wstępującym ku rozprażonym słońcem zboczom. Z południowego stoku dochodził do mnie zapach sosen. Niebawem wynurzyłem się na pierwszych płaskowyżach, gdzie odkryłem sprzyjające mi prądy, które mnie uniosły w kierunku Mont Lachaux, potem zaś w stronę Rawyll. Ciągle się wznosząc i wznosząc, pozostawałem pod osłoną południowego zbocza Wildhornu, gdzie miałem wszelkie szanse utrzymania się w powietrzu przez cały czas, kiedy będzie świecić słońce. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, do wieczora będę mógł słuchać, jak wiatr wzniecony moim lotem gwiżdże w kadłubie szybowca.

Na takiej zabawie z prądami wstępującymi czas szybko mija. Jak te kanie, które wzbijają się wirując nad kominem fabrycznym i natychmiast dają nura w dół, gdy tylko ciepło traci na sile ‒ tak i ja wznosiłem się, aż do ostatnich skał Wildhornu; gdy zimno i wysokość ponownie upomniały się o swoje prawa, opuściłem się ku pastwiskom, gdzie powstają ciepłe prądy. Samotność, cisza, słychać było tylko gwizd, po którym wszyscy szybownicy świata umieją się rozpoznać.

Nagle doznałem dziwnego uczucia czyjejś obecności, żywej i bliskiej. W tej samej chwili duży cień zafalował i przebiegł po jasnym skrzydle mojego szybowca. O niespełna trzy metry nad moją głową prześcignął mnie orzeł i regulując szybkość swego lotu według mnie ‒ młodszy brat dziwnego ptaka należącego do człowieka ‒ niekiedy nieruchomiał na moment, trzepocząc lotkami, potem znowu ruszał, jak gdyby przywiązany niewidzialną nitką, znów mnie wyprzedzał i kontrolował. Leciał w odległości niecałych dwóch metrów od kąta natarcia mojego prawego skrzydła, o trzy metry ode mnie. Leciał z głową skręconą w lewo, patrzył do tyłu, patrzył na mnie. I moje spojrzenie nie odrywało się od jego oczu. Nigdy dotąd nie widziałem z takiej bliskiej odległości spojrzenia orła, jego oka okrągłego o jasnobrunatnej lśniącej tęczówce.

Cały ptak był brunatny z rudawym odcieniem, w czarne prążki. Fascynował mnie zwłaszcza jego dziób ‒ zagięty, zły, na końcu szary z czarnym. Stanęły mi w pamięci dawno zasłyszane opowieści o orłach. Nigdy nie wierzyłem w to, że orły napadają na ludzi czy że porywają kozice albo dzieci. A jednak to oko i ten dziób były nieprzychylne, czułem się wystawiony na ciosy, kiedy tak siedziałem w odkrytej kabinie, z gołą głową. Orzeł uprzedzał każdy mój ruch, robił wszystko to, co ja, a niekiedy nawet o ułamek sekundy wcześniej ode mnie, tak dalece, że miałem dziwne wrażenie, jak gdybym był prowadzony, pilotowany i trzymany na smyczy przez niego. Co on mógł chcieć ode mnie? Czy się wznosiłem, czy opadałem, dokądkolwiek leciałem ‒ on uparcie trzymał się, jak przykuty, mojej trasy. Łapałem się na tym, że z nim rozmawiam, z tym dziwnym towarzyszem zesłanym mi przez przypadek. W końcu jego wzgardliwe milczenie i jego wzrok doprowadziły mnie do rozpaczy, stałem się agresywny i wziąwszy z kabiny zawiniątko zawierające prowiant na mój piknik ‒ chciałem bowiem pozostać w powietrzu aż do wieczora ‒ wyciągnąłem je do niego wsadzając jeden palec pod sznureczek, którym paczka była związana: „Może chcesz podzielić się ze mną ‒ proszę bardzo, częstuj się! Jeżeli to dla ciebie za dużo ‒ przywiąż resztę do dzioba, będziesz wyglądał, jakbyś powracał z targu!”

Nagle ptak zrobił skręt w prawo i zniknął mi z oczu. Moja wulgarna poufałość na pewno nie przypadła mu do gustu. Kładąc się w wiraż za nim, zobaczyłem, jak pikuje w kierunku ściany i siada w zagłębieniu pod nawisem skalnym. W powietrzu zatrzepotały skrzydła dwojga orlich piskląt
.


Zobacz część 2.

Powyższy tekst opracowano na podstawie książki „Pilot alpejskich lodowców” Hermanna Geigera wydanej przez Naszą Księgarnię; Warszawa 1970.

Wszystkie cytaty, skany zdjęć oraz ich tytuły pochodzą z książki „Pilot alpejskich lodowców” Hermanna Geigera.



mk

Ocena:  
( 15 )      nie oceniany
  Opinii:  

29

  

Dodaj swoją opinię

Utworzony: 2016-03-29 05:45:04 ~~ve may bay gia re~~

Đại lý vé máy bay Tiger
Airways giá rẻ chuyên cung cấp
khuyến mãi tiger airways và các loại vé
máy bay tiger airways đi singapore các loại vé
máy bay đi thái lan giá rẻ và tham quan Phuket cùng vé
máy bay đi Phuket giá rẻ ngoài ra còn có vé
máy bay đi úc thăm thêm thành phố xinh đẹp vé
máy bay đi Sydney và một số vé máy khác. Có thể liên hệ trực tiếp tại
đại
lý tiger airways tại tphcm hoặc tiger airways
website để biết thêm chi tiết.
Đại lý tiger airways tại tphcm và tiger
airways Vietnam và đại lý
tiger
airways -
tiger airways -
tiger airways Vietnam -
vé máy bay tiger airways giá rẻ

Utworzony: 2016-03-29 05:44:17 ~~tiger airways~~

Đại lý vé máy bay http://tiger-air.com.vn/

Utworzony: 2016-03-29 05:43:16 ~~tiger airways~~

Đại lý vé máy bay Tiger
Airways giá rẻ chuyên cung cấp vé máy bay đi
Singapore giá rẻ các loại vé máy bay đi thái
lan giá rẻ và tham quan Phuket cùng vé máy bay đi Phuket
giá rẻ ngoài ra còn có http://tiger-air.com.vn/ve-may-bay-di-uc-tigerair-gia-re_13.html thăm
thêm thành phố xinh đẹp http://tiger-air.com.vn/ve-may-bay-di-sydney-thanh-pho-cang-xinh-dep-nuoc-uc_14.html
một số vé máy khác. Có thể liên hệ trực tiếp tại đại
lý tiger airways tại tphcm hoặc tiger
airways website để biết thêm chi tiết. http://vemaybaytigerairwaysgiare.blogspot.com/
và tiger airways
Vietnam và đại lý http://www.tigerairlines.vn/
giá rẻ


Đại lý vé máy bay Tiger
Airways bán vé máy bay http://dailytigerairwaystaitphcm.tumblr.com/ giá
rẻ và có các vé máy
bay tiger airways giá rẻ
-http://tiger-airways.weebly.com/