2012-02-22

Na nartach – czyli montaż nart w motolotni

Montaż nart w motolotni wydaje się być dosyć prostym przedsięwzięciem. Praktyka jednak mocno takie opinie weryfikuje. Poprzedzony jest on bowiem wieloma godzinami przygotowań, pomiarów i prób. Wszystko to zajmuje dużo czasu, ale efekt jest tego wart.

Pierwszą czynnością jaką musiałem zrobić był demontaż owiewek tylnych kół. Są tak precyzyjnie i blisko osadzone, że ich obecność uniemożliwia założenie na oponę opinaczy podtrzymujących narty. Na szczęście demontaż owiewek jest sprawą prostą i zajmuje kwadrans.

Pierwszą koncepcyjną kwestią do rozwiązania było dobranie miejsca i sposób montażu linek i gum stabilizujących tylne narty. Pomysły były różne, ale w końcu postanowiłem zamontować dwa kątowniki do masztu wózka za pomocą istniejącej tam śruby. Jedno ramię kątownika jest przykręcone do masztu - drugie służy do przypięcia linek za pomocą zabezpieczanego owalnego karabińczyka. Mocowanie widoczne jest na zdjęciu poniżej.

Kolejny krok to wykonanie samych linek. Narty są montowane za pomocą taśmy do koła. Do odpowiedniej ich stabilizacji przody nart są mocowane za pomocą gumy co powoduje, że w czasie lotu i przyziemienia są lekko unoszone do góry. Jednocześnie zarówno z przodu jak i z tyłu są montowane linki, które ograniczają możliwość wychylenia się nart. Bez takiego ograniczenia mogłyby one ustawić się pionowo lub wręcz do góry nogami. Długości tych linek muszą być tak dobrane, żeby uniemożliwiać niebezpieczne pochylenie narty, a jednocześnie muszą pozwolić na pracę narty przy kołowaniu po nierównościach.



Mój pierwszy pomysł polegał na stabilizacji nart za pomocą linek żeglarskich. Już pierwsze próby wykazały, że ten pomysł jest tylko pozornie prosty. Nawet sztywna, nieelastyczna linka ma pewną bezwładność (jest lekko rozciągliwa) - poza tym bardzo trudno jest zawiązać węzeł tak żeby precyzyjnie uzyskać wymaganą długość linki.



Po wielu próbach zrezygnowałem z tego pomysłu i postanowiłem zastosować rozwiązanie klasyczne czyli stalową linkę. Tu pojawił się problem mocnego i stabilnego zaciśnięcia linek. Po testach i konsultacjach postanowiłem użyć skręcanych podwójnych zacisków. Dają zgodnie z informacją producenta dużą stabilność i wytrzymałość równą wytrzymałości zastosowanej linki. Co ważne, do montażu wymagają jedynie zwykłego płaskiego klucza.

Sam dobór linek musiałem podzielić na dwa etapy: pierwszy to próbne ustawienie i wstępne zaciśnięcie w hangarze - drugi to właściwy montaż zacisków w domowych warunkach. Po prostu precyzyjne zaciskanie i zarabianie linek w hangarze w temperaturze -10°C jest prawie niemożliwe.



Kolejnym problemem był montaż przedniej narty. Mój wózek Echo ma na przednie kółko bardzo precyzyjne wycięcie w kompozycie owiewki, a samo koło jest w dużej części wpuszczone w owiewkę. Margines jest tak mały, że naciągacz na narcie wykorzystany do montażu taśmy wokół koła ociera się o owiewkę. Jedynym rozwiązaniem było bardzo niewielkie powiększenie tego otworu. Na szczęście obróbka kompozytu za pomocą typowej gumówki nie jest żadnym problemem.

Linki stabilizujące przednie narty dopiąłem bezpośrednio do widelca, tak żeby cała konstrukcja obracała się razem z nartą. Tu też był drobny problem ponieważ wszystkie elementy widelca to dosyć duże przekroje i dobór szekli czy karabińczyka był bardzo trudny ponieważ były one albo za małe (miały za mały prześwit) albo były tak ogromne, że nadawały się raczej do mocowania liny holującej czołg. W końcu zdecydowałem się na zawiązanie wokół jednej z belek widelca kilkukrotnej pętli z linki żeglarskiej, do której jest dopięta niewielka szekla.



Po zakończeniu wszystkich przygotowań technicznych przyszedł czas na pierwsze kołowanie. Moment ten przypadł na świeży opad i dosyć wysoką temperaturę. W efekcie kołowanie było bardzo ciężkie. Dodatkowo narty nie były jeszcze przesmarowane. Po zakończeniu prób zastanawiałem się, czy w ogóle uda mi się rozpędzić do właściwej prędkości. Pocieszałem się, ze smarowanie oraz oddanie sterownicy na starcie zdecydowanie zmniejszy opory tarcia.





Lot

Przygotowania zostały zakończone. Zdjęcia przedstawiające sposób montażu przesłałem specjalistom z Kompolu i po potwierdzeniu, że jest poprawny zaplanowałem lot. Pogoda była sprzyjająca. Niewielki wiatr i dzień bez opadu. Na lotnisku czekało mnie jeszcze smarowanie nart. Jak się okazało, mimo nagrzewania zarówno nart jak i kostki smaru wymagało to sporo czasu i siły. Powierzchnia nart jest w sumie bardzo duża i precyzyjne smarowanie wymaga sporo wysiłku. Nie byłem pewien czy samo smarowanie wykonałem poprawnie. Konsystencja wosku na nartach wydawała mi się niezbyt jednorodna. Jak się potem okazało to nie był żaden problem.

Zamontowałem narty po czym odpaliłem i wygrzałem silnik. Po osiągnięciu poprawnej temperatury dodałem mocy, potem jeszcze więcej i jeszcze więcej. Obrotomierz pokazywał już wartości przy których motolotnia wyrywała do góry, a teraz nawet nie drgnęła z miejsca. No cóż mokry śnieg, być może niezbyt poprawne smarowanie i nic z tego nie wyjdzie pomyślałem w pierwszej chwili. Wyłączyłem silnik i wysiadłem z motolotni. Próbowałem ruszyć wózek. Przyklejony. Narty nawet nie drgnęły. Podszedłem do przedniej narty i próbowałem podnieść przednie kółko (a właściwie nartę). Nie ma mowy. Spróbowałem tę nartę przekręcić i tu zmiana. Po chwili narta się odkleiła i już normalnie poruszała. To samo powtórzyłem z nartami tylnymi. Tu podobnie, po poruszeniu wyraźnie "klej" puszczał i narty odzyskiwały mobilność. Ponownie spróbowałem pociągnąć wózek i tym razem ruszył bez problemu.

Wsiadam ponownie, odpalam i dodaje gazu. Ruszyła. Na mokrym śniegu, kiedy narty stoją już pod motolotnią przez kilkanaście minut tworzy się pod nimi warstwa, która bardzo skutecznie unieruchamia wózek. Kołuję na pas. Mimo, że warunki śniegowe są gorsze niż przy poprzednich testach, wyraźnie poruszam się z większą łatwością. Smarowanie zdaje egzamin. Mam ponad 1000 obrotów na minutę mniej niż przy testach, a poruszam się prawie dwukrotnie szybciej. Jak widać: nie posmarujesz - nie pojedziesz. Kołuję do samego progu 28 pasa. Nie wiem ile będę potrzebował na rozbieg dlatego chcę mieć maksymalny możliwy margines. Sprawdzam wzrokowo wiązania, zamykam wizjer i pełny gaz.

Motolotnia na początku rusza nieco wolniej ale bardzo szybko się rozpędza. Oderwanie jest niespodziewanie szybkie i po zaskakująco krótkim rozbiegu. Zimne bardziej gęste powietrze daje o sobie znać. Moje obawy o uzyskanie odpowiedniej prędkości były niepotrzebne. Posmarowane narty spełniają swoje zadanie doskonale.

Po oderwaniu trochę buja. Powietrze nie jest zbyt spokojne ale tego się spodziewałem. Wiatr około 4m/s ma zmienny kierunek i już na ziemi widziałem jak rękaw tańczy. Spokojnie się wznoszę nie przeszkadzając zbytnio skrzydłu w pokonywaniu turbulencji. Zerkam na narty - wszystko wygląda ok. Wyrównuję. Narty stawiają niewielki dodatkowy opór. Przy ustabilizowanym locie potrzebuję dodatkowych 100-150 obrotów na minutę. Spodziewałem się większej różnicy. Kręcę typowy krąg i podchodzę do lądowania. Trochę buja zmienny wiatr, ale w akceptowalnym zakresie. Jestem na prostej. Wiatr jest lekko z boku, więc podchodzę z delikatnym trawersem. Większy opór stawiany przez narty powoduje, że zniżanie jest odrobinę bardziej strome. Wyrównanie musi być trochę bardziej agresywne. Staram się je wykonać kilka centymetrów wyżej, pamiętając, że narty mam zadarte do góry. Chwila napięcia i czekam na przyziemienie. Niespodziewanie czuję, że wózek pracuje. Jestem na ziemi. Lądowanie było bardzo miękkie, prawie niewyczuwalne. Spodziewałem się bliżej nieokreślonych zachowań, nagłej reakcji na dotknięcie tylnych części nart, czy czegoś podobnego, tymczasem było ono bardzo łagodne.

Startuję ponownie i lecę w nieco dłuższy lot. Poza lekkim zwiększeniem obrotów nie odczuwam absolutnie żadnych różnic. Powietrze jest niespokojne i co chwila napotykam na dziwaczne noszenia i podmuchy ale ich źródłem jest spory wiatr i bardzo niski pułap chmur. Ląduję równie miękko jak poprzednio. Dokołowuję do hangaru i rozpoczynam demontaż nart. Oglądam ich dolne powierzchnie. Nierównomiernie nałożony smar zamienił się w stopioną warstewkę na całej powierzchni. To pokazuje jakie siły tarcia i temperatury tam występują.

I jeszcze kilka dodatkowych uwag i spostrzeżeń, które mogą się wydawać oczywiste ale łatwo o nich zapomnieć:

• Na nartach należy pamiętać, że nie mamy hamulców. Kołując odpowiednio wcześniej zdejmujemy nogę z gazu. Dobrym sposobem na zwolnienie na ziemi jest delikatne esowanie.
• Lotnisko pokryte śniegiem bardzo utrudnia ocenę wysokości. Jeżeli nie ma w zasięgu wzroku elementów, które pozwalają na ocenę wysokości należy zachować zdwojoną uwagę.
• Pamiętajmy, że tarcie statyczne jest znacznie większe od tarcia dynamicznego. Jeżeli ruszamy motolotnią, to w momencie kiedy rusza z postoju może nadspodziewanie wyrwać do przodu (tarcie po poruszeniu nart - gwałtownie, skokowo maleje). Ruszając należy się upewnić, że mamy wolną drogę na wprost. Nie planujmy rozpoczęcia kołowania w miejscu, gdzie musimy od razu zakręcać - możemy nie zdążyć.
• Narty mają pewną bezwładność w zakręcie. Wózek na nich nie zakręca jak na kołach. Konieczne są mniej ostre zakręty z większym marginesem. Można to porównać do nadsterowności samochodu.

P.S. Wielkie podziękowania dla Alka i Tomka z Kompolu za cierpliwość, dobre rady i konsultacje.

Poniżej krótki film z lotu:



Ryszard Lewandowski,
microaviator.pl


Ocena:  
( 38 )      nie oceniany
  Opinii:  

2

  

Dodaj swoją opinię

Utworzony: 2017-04-24 14:13:05 ~~Phyllisfreef~~

wh0cd456268 advair diskus

Utworzony: 2012-02-23 09:58:04 ~~sp4jkk~~

Rysiu, bardzo fajny opis i filmy + zdjęcia. Bardzo fachowo. pozdrawiam.