2017-01-25

Kobiecy rekord świata w skydivingu – film

Zapraszamy na „The Spirit of 65” – film o poświęceniu, duchu walki i skydivingowym rekordzie świata.

Jeśli w biciu rekordów coś może być pewne, to tylko to, że nigdy nie jest to łatwe. Przekonała się o tym Amy Chmelecki i cały, duży zespół skydiverek, które pobiły rekord liczebności w damskiej formacji pionowej, spadając głową w dół. Po 15 próbach szczęśliwa okazała się 16. 5,5 tys. metrów nad pustynią w Arizonie 65 kobiet stało się jednością.

W ciągu całego tygodnia, panie musiały radzić sobie z siniakami, mało nie połamanymi nogami, kopnięciami w głowę, brakiem tlenu, turbulencjami, czy temperaturą w okolicach -15 stopni Celsjusza. Prawie po każdym kolejnym skoku, inicjatorka przedsięwzięcia, Amy Chmelecki powtarzała sobie i koleżankom: – Bicie rekordu świata nie jest łatwe. Nikt nam tego nie da, musimy na to naprawdę ciężko zapracować.

Ponad 90 kobiet zjechało się do małego miasteczka Eloy w Arizonie, żeby wraz z Amy Chmelecki i innymi skydivingowymi legendami, jak Anna Moxnes, Melissa Lowe, Sara Curtis, Domi Kiger i Sharon Har-noy Pilcher, spróbować przejść do historii. Przewidziano na to tydzień, na który złożyły się dwa dni treningów, trzy skoków i jeden zapasowy – na wypadek złej pogody. Tego ostatniego miano nigdy nie wykorzystać. Na końcu okazało się, że to właśnie ostatni możliwy do wykonania skok dał upragniony rekord.



fot. Alex Aimard/Satori Factory/Red Bull Content Pool

Najpierw Chmelecki wraz z liderkami zespołów musiała zaplanować formację i przedstawić ja sędziom. Potem trzeba to było odwzorować w powietrzu. – Każda z dziewczyn jest jak element układanki, a my musiałyśmy wymyślić jak je poskładać w formację – powiedziała Amy. – Musiałyśmy dojść do tego, który element, gdzie umieścić i czy każda z dziewczyn sobie z tym poradzi.

Często zdarzały się dobre próby, podczas których prawie się udawało, ale po nich zdarzały się kompletnie nieudane. – To typowe, że po świetnym skoku często następuje zły. Najważniejsze to się nie przejmować – nie spuszczać głowy, oddychać, zachować spokój i koncentrację – powiedziała Chmelecki.



fot. Corinna Halloran/Red Bull Content Pool

Pomimo niesamowitego wysiłku włożonego przez spadochroniarki, w ich głowach tliła się myśl, że może się nie udać. – Nikt nie gwarantuje nam rekordu i każdy o tym wie – powiedziała Australijka Jill Grantham. – Próby są częste i nawet jeśli nie wychodzą, to są następstwem dwóch lat planowania i 12 miesięcy obozów treningowych – trzeba było sobie zasłużyć, żeby tu być, dlatego jest to coś więcej.

Wszystko sprowadzało się do jednego ujęcia dla sędziów, na którym mogliby wszystkich policzyć i odnotować rekord. Jednak podczas 16. próby nie chodziło o ułamek sekundy. To trwało dłuższą chwilę.

Obok wielkiego sukcesu jakim była udana próba, inicjatywa przerodziła się w coś więcej niż bicie rekordu. Chodziło o wielką przygodę, wyzwanie, doświadczenie i wspólne działanie kobiet z całego świata, które stawiły czoła grawitacji i zainspirowały rzeszę swoich naśladowniczek.

Więcej zdjęć




Źródło: Red Bull

Ocena:  
( 0 )      nie oceniany
  Opinii:  

0

  

Dodaj swoją opinię