2008-04-10

Jak powstawał model F-16?

Kiedy na polskim niebie pojawiły się pierwsze „szesnastki” ozdobione biało-czerwoną szachownicą, w sklepach modelarskich zapanował swoisty popłoch. W większości z nich miniatury tego samolotu, w zasadzie we wszystkich skalach, wymiotło z półek, niczym po przejściu tornado...

Zjawisko okazało się bardzo ciekawe, bo także i w hurtowniach modeli tego samolotu zaczęło brakować. A wszystko to na fali zrozumiałego zainteresowania najnowszym samolotem polskich Sił Powietrznych: Lockheed Martin F-16 Fighting Falcon. I o ile dla laików, sama charakterystyczna, „kangurza” sylwetka samolotu wystarczyła, aby ozdobić go polskimi znakami, o tyle dla modelarzy wybranie zestawu, który można by przebudować, czy też dostosować do wariantu Block 52+, używanego w naszym kraju nie było takie proste. Różnice między poszczególnymi typami i blokami seryjnymi F-16 są na tyle istotne, że nie każdy model nadaje się do przeróbek. Nasz najnowszy nabytek należy do serii ostatnio unowocześnianych samolotów, tak więc, w stosunku do innych latających „szesnastek”, widocznych zmian jest w nim kilka, a nie wszystkie zestawy to uwzględniają.


Academy 1/32
Lockheed Martin F-16C Block 52+ Fighting Falcon / F-16 Jastrząb



Relacjonując w 2006 roku dla Czytelników magazynu historyczno–modelarskiego „mini REPLIKA” ceremonię przylotu i oficjalnego przyjęcia na uzbrojenie SP samolotów Lockeed Martin F-16 Fighting Falcon, miałem okazję przyjrzeć się tak samolotom, jak i ich miniaturom, a widząc wręczany pani Prezydentowej model „szesnastki” w skali 1/32, mimo preferowania „czteryósemki”, pomyślałem sobie, że to jest właśnie to. Pozostało tylko pytanie, której firmy zestaw sobie sprawić, bo większość ze znanych producentów modeli plastikowych ma „szesnastki” w swojej ofercie? Moim zdaniem, z naprawdę bardzo dobrych, o porównywalnej jakości wykonania, do wyboru mamy trzy: Hasegawy, Tamii i Academy. Każdy z nich ma swoje plusy i minusy, nad którymi można by się rozwodzić, na co najmniej kilku stronach, a i tak każdy z modelarzy ma swoje preferencje i dokona własnego wyboru. Być może ten artykuł pomoże w podjęciu decyzji tym wszystkim, którzy jeszcze się wahają.

Ja zdecydowałem się na produkt z południowej części Azji, oznaczony symbolem katalogowym 12101, z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, model tego producenta, mimo że prezentuje wersję block 40/50 CG/CJ, zawiera wszystkie detale charakterystyczne dla wariantu Block 52+. Po drugie, posiada kilka elementów wspólnych dla polskich F-16: sondy elektroniki oraz powiększoną o pojemnik na spadochron hamujący podstawę statecznika pionowego. Po trzecie, zestaw posiada bardzo bogate uzbrojenie i po czwarte, nie mniej istotne, jest z nich wszystkich najtańszy. Reasumując, za relatywnie niską cenę otrzymujemy miniaturę, którą najmniej trzeba przerabiać, by na półce móc postawić replikę samolotu Lockheed Martin F-16 Jastrząb Block 52+. Koreański zestaw „szesnastki” należy do najnowszych modeli tego samolotu na rynku, więc jego technologiczny układ i wykonanie detali w pełni odpowiada aktualnym tendencjom. Przemyślany podział kadłuba, skrzydeł z przyklejanymi w odpowiedniej kolejności pozostałymi podzespołami, delikatnie odwzorowane, wgłębne linie poszycia i duża liczba drobnych, precyzyjnie wykonanych części, to w tej chwili obowiązujący standard, który Academy stara się utrzymać. Tak też jest w przypadku F-16 składającego się z kilkuset czysto, bez przesunięć i nadlewek wykonanych części, zamieszczonych na dziesięciu dużych ramkach. Wraz z instrukcją i kalkomaniami wszystko to zamknięto w dużym pudle z wizerunkiem lecącego samolotu. Tyle można zobaczyć w znajomym sklepie modelarskim. A jak wygląda model po rozpakowaniu i jaki jest w budowie?



Kadłub to dwie połówki, w które wklejamy wnętrze kabiny, komory podwozia, czteroczęściowy tunel dolotowy powietrza do silnika i dyszę wylotową. Podzielono je w poziomie w taki sposób, by klejenia wypadły w miejscach i tak wymagających obróbki lub starając się maksymalnie je ukryć. Pomysł godny uznania, choć w praktyce nie zawsze dający się zrealizować. O ile w tylnej części kadłuba wszystko się zgadzało, o tyle przednia część wymagała drobnego szpachlowania. Nie dało się go też uniknąć przy połączeniu kadłuba z osłoną dyszy wylotowej silnika.

Składający się z kilkunastu elementów kokpit prezentuje się całkiem przyzwoicie, choć to raczej taka wersja dla mniej wymagających – z dobrze odwzorowanymi podstawowymi elementami wyposażenia, ale też bez szaleństw i finezji. Można odnieść wrażenie, że producent kieruje się dewizą, według której dla mniej wybrednych proponowane wyposażenie w zupełności wystarczy, a wymagający i tak potraktują je jako półprodukt, albo (co bardziej prawdopodobne) wymienią na żywiczne zamienniki. I znając zaradność oraz tempo prac producentów żywicznych „waloratyzatorów”, nie sposób w tym miejscu nie przyznać im racji.

W bardzo podobny sposób potraktowano komory podwozia i przedział działka. Posiadają one dobrze odwzorowany kształt wnętrza, wszystkie elementy konstrukcyjne żeber i głównych agregatów, ale trochę „wieje w nich pustką”, bo nie znajdziemy w nich żadnych imitacji przewodów, instalacji etc., z wymienionych wyżej powodów. Równie czysto i ładnie odwzorowano koła i golenie podwozia, tak przedniego jak i głównego, ze stosownymi siłownikami i ażurowymi zastrzałami.

Słowa uznania należą się za osłony kokpitu. Zaproponowane w dwu wariantach kolorystycznych (czystej, białej oraz zamiennie w złotawej) mają prawidłowy, kroplowy kształt. Co prawda okupione to zostało wyraźnym szwem na górnej części osłon, ale usunięcie go i przepolerowanie nie powinno być problemem.

Miłą niespodzianką jest w pełni wyposażony przedział radaru, który możemy zbudować z otwartą osłoną oraz dwie wersje silnikowe. Części dają możliwość budowy samolotu z wlotem powietrza stosowanym na maszynach z silnikiem Pratt & Whitney (standardowy kształt) oraz powiększonym dla General Electric (tzw. Shark Mouth). Dla każdej z tych wersji wykonano osobne elementy tunelu wlotowego powietrza, jego zewnętrznych osłon, inną osłonę podwozia przedniego i co istotne, nowy zespół dyszy wylotowej z różnymi klapkami i pierścieniem dopalacza, co niewątpliwie daje dość dużą swobodę w podjęciu decyzji o wyborze budowanej wersji.



Kolejny elementy to skrzydła i powierzchnie sterowe, którym w zasadzie nie można nic zarzucić. Tak skrzydła, jak i stateczniki poziome mają prawidłowy kształt, ujemny wznios. Te ostatnie wychylają się pod właściwym kątem (naturalne przy samolocie z wyłączonym systemem zasilania). Podobnie klapy, zaproponowane jako osobny element, dają się zamocować w pozycji kilkustopniowego wychylenia, ze wspomnianych już wcześniej powodów, choć tu nie obejdzie się bez odrobiny szpachli na ich dolnej stronie – niewielkie jamki skurczowe. Najistotniejszy wydaje się jednak statecznik pionowy, podzielony na dwie części. Doklejany jest tylny fragment jego podstawy, krótki dla wszystkich „pudełkowych” wersji. Instrukcja podaje jednak, że niektóre z przekazanych Korei F-16 pochodziły z Grecji i wyposażone były w zasobnik ze spadochronem, więc taki, przedłużony element dołączono do modelu. Jego kształt jest dokładnie taki sam, jak w maszynach wyprodukowanych dla polskich Sił Powietrznych, więc jeden z problemów „mamy z głowy”.

Opis uzbrojenia wypada zacząć od otwartego panelu z uzbrojeniem lufowym. Producent umożliwia nam budowę miniatury w wersji wyposażonej w standardowe, sześciolufowe działko kalibru 20 mm systemu Gatlinga M61A VULCAN. Oprócz elementów samego działka (lufy, korpus, bęben amunicyjny) dołączono bardzo przyzwoite imitacje taśm amunicyjnych i ich prowadnice, choć w samym przedziale nie znajdziemy żadnego przewodu elektrycznego, czy hydraulicznego.

Zaskakująco bogato prezentuje się zestaw uzbrojenia i wyposażenia podwieszanego na jedenastu węzłach i pylonach samolotu. Jest różnorodne i bardzo ciekawe. Oprócz standardowych zbiorników paliwa podwieszanych pod płatem jest jeszcze charakterystyczny, spłaszczony zbiornik podkadłubowy. Dla wersji amerykańskiej można wymiennie zamontować tam AN/ALQ-184(V)1 ECM Pod. Na pozostałych pylonach możemy zawiesić dwie bomby naprowadzane systemem nawigacji satelitarnej GPS GBU-31 JDAM (Joint Direct Attack Munition), cztery naprowadzane laserowo GBU-12 Paveway II (montowane po dwie na specjalnych belkach TER – Triple Ejector Rack), dwa pociski HARM (z przeznaczonymi dla nich szynami LAU-118), dwa AIM-9 L/M Sidewinder, kolejne dwa AIM-9X Super Sidewinder, oraz po dwa AGM-120B i AGM-120C AMRAAM. Uzupełnieniem tej długiej listy są montowane na belkach z boków wlotu powietrza urządzenia nawigacyjne AN/AAQ-13 i laserowego podświetlania celów AN/AAQ-14 systemu LANTRIN oraz używany na wersjach CJ, AN/AAQ-213 HTS (Harm Targeting System). Każdy z podwieszanych elementów składa się z wielu delikatnych elementów, więc prawidłowe ich sklejenie, pomalowanie i naniesienie bardzo bogatej kalkomanii staje się praco- i czasochłonne. Warto zauważyć, że niewielu producentów decyduje się na tak bogate wyposażenie, a dzieje się tak po części, by nie podrażać kosztów swoich produktów, bądź proponując zakup osobnych, własnego autorstwa zestawów uzbrojenia (Hasegawa, Trumpeter).



„Pudełkowe” propozycje malowania i oznakowania to „skromne” sześć (!) wariantów, z czego pięć w typowym „szesnastkowym” schemacie barw Medium Gray FS 36270 (cały samolot), Guship Gray FS 36118 (góra kadłuba, skrzydeł i stateczników) oraz Dark Gull Gray FS 36231 na osłonach dielektrycznych. Nieco inaczej (bardzo podobnie do wersji polskiej), bo w nieregularne plamy na górnych powierzchniach samolotu, pomalowana jest maszyna sił powietrznych Korei – Light Ghost Gray FS 36375 cały samolot z plamami w kolorze Dark Ghost Gray FS 36320.

Uzupełnieniem schematów są wyprodukowane przez CartoGraph arkusze kalkomanii – formatu A4 z oznaczeniami wszystkich sześciu maszyn, A5 z napisami eksploatacyjnymi, oznaczeniami dla radaru, fotela pilota i emblematami figurek pilotów, oraz kolejny z wszelkimi oznaczeniami ostrzegawczymi i napisami eksploatacyjnymi znajdującymi się na uzbrojeniu. Oczywiście, wszystkie są bardzo wyraźne, bez przesunięć kolorów, delikatne i cieniutkie. Można nimi ozdobić następujące samoloty:

1.F-16CG Block 40E 89-2013 pułkownika Williama W. Uhle’a z 8 Skrzydła Myśliwskiego z bazy w Kunsan w Korei Południowej (wrzesień 2004),
2.F-16CG Block 40E 89-2003 podpułkownika Patrica Millera z 35 Dywizjonu Myśliwskiego z bazy w Kunsan w Korei Południowej (sierpień 2004),
3.F-16CG Block 40E 89-2020 generała brygady Maury’a Forsytha z 51 Skrzydła Myśliwskiego z bazy Osan w Korei Południowej (wrzesień 2004),
4.F-16CJ Block 50P 92-3895 generała Bruce’a A. Wrighta z 5 Air Force z bazy Misawa w Japonii (luty 2005),
5.F-16CJ Block 50P 92-3901 generała brygady Williama J. Rewa z 35 Skrzydła Myśliwskiego z bazy Misawa w Japonii (sierpień 2004),
6.KF-16C Block 52D 93-4067 Han-guk Kong Goon, Sił Powietrznych Republiki Korei (RoKAF – Republic of Korea Air Force).

Ciekawostką są dołączone figurki pilotów (siedzący i stojący) z możliwością różnego ułożenia rąk, technika obsługi oraz drabinka umożliwiająca wsiadanie do samolotu. Całość uzupełnia czytelna i precyzyjna instrukcja montażu w postaci książeczki formatu A4.


Lockheed Martin F-16 Jastrząb

Budowa miniatury nie jest specjalnie skomplikowana. Poszczególne części dobrze do siebie pasują, a trzymanie się zaleceń instrukcji montażu dyktuje logika. Decydując się na wykonanie samolotu w polskiej wersji wiedziałem, co należy zmienić i do tych czynności ograniczę opis montażu. Na pierwszy ogień poszedł kokpit. Ten element modelu zawsze przyciąga wzrok zwłaszcza, jeśli ma otwarte osłony, a w modelu w dużej skali jest to tym bardziej widoczne. Nie chcąc „bawić się” w poprawianie kokpitu, a w zasadzie bardziej fotela wyrzucanego (zbyt duże uproszczenia), kupiłem żywiczny zamiennik Cockpit Set firmowany znakiem CMK. Co prawda przeznaczony był do modelu Hasegawy, a przez to był o trzy milimetry krótszy, jednak wiedząc, że tak czy siak czekały mnie przeróbki, nie zrobiło mi to większej różnicy. Korekty wymagała cała górna część wnętrza kabiny, którą wzbogaciłem o wykonaną z kawałków plastiku imitację ramy (listwy) uszczelniającej, zapewniającej hermetyczność kokpitu. Na tym etapie uzupełniłem ramę limuzyny o wykonaną z plastikowego pręta rozpórkę. Innymi istotnymi poprawkami było wykonanie okienek małej żaluzji na prawej burcie kadłuba, na wysokości kabiny (w innych wersjach jest tam montowana osłona wylotu powietrza z instalacji chłodzenia elektroniki), dorobienie z kawałków plastiku nowych, innych niż w zestawie podstawek lamp świateł pozycyjnych (z boku wlotu), oraz anteny mieczowej i „bąblowej” osłony anteny pod wlotem powietrza do silnika. Zakładając, że moja „szesnastka” pozostanie w wersji „zamkniętej” i uzbrojonej, zakleiłem panel działka i radaru. Z osłony ostatniego usunąłem wystające linie, które w rzeczywistości są naklejanymi na osłonę paskami (taśmami) okrągłych czujników (anten). Następnym detalem różniącym maszyny z biało-czerwoną szachownicą są charakterystyczne anteny zamontowane po obu bokach pojemnika na spadochron hamujący, umieszczony w podstawie statecznika pionowego. Te wykonałem z odpowiednio opiłowanych i wyprofilowanych plastikowych prętów i kawałków plastiku. Kolejna różnica to kolor osłony kabiny. W naszych maszynach zastosowano „przydymienie”, jednak w innym odcieniu niż proponowane w zestawie. Zmieniłem je malując osłony od wewnątrz mieszaniną błyszczącego lakieru bezbarwnego i rozpuszczalnika, uprzednio „zabrudzonego” odrobiną czarnej farby. Niezwykle ważnym jest, by malować osłonę słabo przyciemnionym lakierem, ale kilkoma warstwami w taki sposób, by móc kontrolować nasycenie koloru (stopień przyciemnienia). Inną niespodzianką w Jastrzębiach był dla mnie wygląd foteli wyrzucanych. Inaczej niż w standardzie, maszyny wyprodukowane dla Polski posiadają wyściółkę foteli w postaci włochatego, czarnego „baranka”, jaki często zdarza się widywać na fotelach kierowców samochodów ciężarowych. Nie znam powodu, dla którego zdecydowano się na taki wariant, a imitację wyściółki wykonałem z kawałków czarnej skóry „wyczesanej” grubszym papierem ściernym (Nº 120).



Malowania zacząłem od pokrycia całego płatowca odpowiednikiem koloru FS 36375 z palety Humbrola, na który naniosłem plamy FS 36270 tegoż producenta. Tu należy się uwaga, że kolor ten wydaje się jednak nieco zbyt ciemny w stosunku do 36375 i warto go nieco rozjaśnić. Tak pomalowany płatowiec uzupełniłem o barwę FS 26270 na osłonach dielektrycznych anten i radaru oraz bardzo jasnoszarą do pomalowania anteny mieczowej pod wlotem powietrza do silnika. Charakterystyczne, cienkie linie obrysowe na grzbiecie samolotu pomalowałem kolorem FS 36118 przy użyciu tamijowskiej taśmy samoprzylepnej, a numery taktyczne i szachownice, przy pomocy masek, które otrzymałem dzięki uprzejmości Darka Korczyńskiego z wrocławskiego Montexu. Tak przygotowaną miniaturę powlokłem Siodluxem i naniosłem kalkomanie. Niestety, kolor napisów eksploatacyjnych jest nieco jaśniejszy i zbyt słabo kontrastują z barwami modelu, co jest widoczne zwłaszcza na ciemniejszych plamach kamuflażu. Innym problemem jest fakt, że brakuje dwóch napisów widocznych pod osłoną kokpitu na lewej burcie. Mała ilość czasu nie pozwoliła mi już na „odszukanie” i kupno dodatkowego zestawu z oznaczeniami eksploatacyjnymi.

Na dzień dzisiejszy polskie „szesnastki” latają nieuzbrojone, bo trudno uważać za takowe ćwiczebne wersje pocisków AMRAAM. Gotowość bojową 31 Baza Lotnicza w Poznaniu-Krzesinach ma osiągnąć z końcem przyszłego roku, więc czasu na procedury wyposażania i uzbrajania zostało jeszcze sporo. Mając jednak do dyspozycji tak bogaty wachlarz uzbrojenia w pudełku szkoda byłoby go nie wykorzystać. Opierając się na informacjach (internetowa strona Bazy) na temat planowanego przez nasze lotnictwo uzbrojenia dla Jastrzębi, podwiesiłem pod skrzydłami po dwa AMRAAM-y, dwa najnowsze SIDEWINDER-y i po dwie bomby JDAM. Z żalem odłożyłem do pudełka zasobniki LANTRIN, choć moim zdaniem samolot wyglądałby jeszcze okazalej. Powód jest prosty – system nawigacyjny mamy zabudowany już na samolocie, a do podświetlenia celów wiązką lasera zaplanowaliśmy najnowszy zestaw SNIPER i wygląda od nieco inaczej niż LANTRIN. Co zrozumiałe w przypadku najnowszych technologii, tak w prasie, jak w Internecie jest bardzo mała ilość materiałów i fotografii na jego temat.



Kiedy gotowy model spoczął w gablocie, nadszedł czas na refleksje i wnioski. Miniatura wymaga sporo uwagi i multum pracy (jej ilość wzrasta proporcjonalnie do skali) wynikającej bardziej ze skali modelu niż jego skomplikowania. Trochę żal, że nie pojawiły się jeszcze w tej skali elementy korygujące zestaw do wersji używanej przez polskie Siły Powietrzne. To samo dotyczy zestawów masek i kalkomanii. Czy model wart jest wydanych pieniędzy? Moim zdaniem tak, choć gdybym miał budować go raz jeszcze, pewnie zrobiłbym go jeszcze inaczej. Może z otwartym radarem? Może z widocznym działkiem? A może z otwartymi, innymi jeszcze panelami elektroniki, hydrauliki i wyposażenia?


Andrzej M. Olejniczak

zobacz więcej zdjęć

Ocena:  
( 6 )      dobry
  Opinii:  

0

  

Dodaj swoją opinię