2010-04-19

Hesja o swojej fotografii lotniczej cz. III

Fotografia lotnicza charakteryzuje się tym, że nie można robić zdjęć lotniczych ot tak, kiedy nas najdzie ochota, w każdym miejscu i o każdej porze. Szczęśliwcy, którzy mieszkają w pobliżu lotnisk oczywiście pod tym względem mają lepiej. Prawda jest jednak taka, że nawet mieszkając w tak dogodnym miejscu, na co dzień nie ogląda się spektakularnych wydarzeń.

Gdzie?

Fotografia lotnicza charakteryzuje się tym, że nie można robić zdjęć lotniczych ot tak, kiedy nas najdzie ochota, w każdym miejscu i o każdej porze. Szczęśliwcy, którzy mieszkają w pobliżu lotnisk oczywiście pod tym względem mają lepiej. Prawda jest jednak taka, że nawet mieszkając w tak dogodnym miejscu, na co dzień nie ogląda się spektakularnych wydarzeń. Z reguły lotnisko to spory obszar, często sztucznie bądź naturalnie zalesiony i polowanie pod płotem skutkuje jedynie nudnymi zdjęciami samolotów na podejściu do lądowania, bądź daleko po starcie. No chyba, że się mieszka w pobliżu tak zacnego lotniska jak to w Meiringen (będzie o nim później).


F-18 ląduje w bazie Meiringen (Axalp 2008)

Można oczywiście wbić się na lotnisko jakoś przez znajomych, ale i to nie za często i bez specjalnych dojść - mało owocnie. Przy lotniskach cywilnych jest dość ciekawie, ale głównie dla spotterów. Samoloty schodzą do lądowania, startują... wszystko bez emocji. No chyba, że jest możliwość uchwycenia jakiegoś niecodziennego egzemplarza bądź niecodziennej sytuacji czy to lotniczej czy pogodowej. Wtedy zdjęcia te nabierają mocy. W przeciwnym razie są atrakcją jedynie dla osób, które mają pasję rejestrowania kolejno startujących/lądujących maszyn, analizy numerów rejestracyjnych, typów. Bardzo szanuję ich działania, lecz ze zrozumiałych względów fotografia, o której tu piszę, ma z typową spotterką niewiele wspólnego.

Dochodzimy zatem do wniosku, że najciekawsze fotografie lotnicze można wykonać w miejscach i w sytuacjach wyjątkowych. Odwiedzając lotniska z możliwością podejścia dosłownie wszędzie lub po prostu biorąc udział w imprezach lotniczych. Dopiero w takich okolicznościach jesteśmy w stanie zrobić nienudną fotkę, przedstawiającą dany moment w niezwykłym ujęciu.

Foto-Wizyta na lotnisku

Bardzo dużo osób narzeka na to, że nie ma możliwości zrobienia dobrych zdjęć lotniczych bo... nie może wchodzić jak "wybrańcy" na teren choćby lotnisk wojskowych a fotografując zza płotu nic ciekawego nie uda się ustrzelić. Najczęściej jednak te osoby nic wcześniej nie zrobiły by na te lotniska zupełnie legalnie wejść. Jest w naszym pięknym kraju naprawdę wiele prężnie działających organizacji. Można powiedzieć, że nie ma lotniska wojskowego by nie działało przy nim jakieś stowarzyszenie. Ich członkowie mają bardzo często możliwość wejścia na teren lotniska podczas lotów i zrobienia zdjęć z bardzo atrakcyjnych miejsc. Wystarczy się tylko zorientować, dać temu czy innemu stowarzyszeniu odrobinę swojej energii a w zamian otrzymać szersze możliwości realizacji swojej foto-lotniczej pasji.


Fotografowie z SPFL w bezpośredniej bliskości pasa startowego (Bazy w Świdwinie i Mirosławcu)

Imprezy lotnicze

Imprez lotniczych jest naprawdę sporo. W dobie wszechobecnej informacji wystarczy tylko trochę chcieć, by znaleźć w Internecie wszelkie dane różnych pokazów odbywających się zarówno w naszej okolicy, jak i poza nią. Wśród imprez krajowych można rozróżnić duże pokazy lotnicze oraz mniejsze imprezy typu piknik lotniczy. Przykładowo pokazy w Radomiu mają już swoją renomę w Polsce i w Europie. Nawet przez wielu obcokrajowców są brane pod uwagę jako te, na których "trzeba być". Na pokazach w Radomiu, poza rodzimymi maszynami i zespołami akrobacyjnymi z reguły goszczą zacni zagraniczni goście. Rokrocznie impreza nabiera na sile i rokrocznie przyciąga szersze rzesze widzów. Podobnie sprawa się ma z Międzynarodowym Piknikiem lotniczym w Góraszce czy choćby Małopolskim Piknikiem Lotniczym w Krakowie, które z roku na rok, na miarę swoich możliwości, stają się coraz bardziej atrakcyjnymi punktami w kalendarzu foto-lotniczym. Jest bardzo dużo imprez lotniczych o wyjątkowym klimacie. Czasem powala klasa i ilość prezentowanego sprzętu, czasem wyjątkowa sceneria, w której pokazy się odbywają. Niestety, nie w naszym pięknym kraju, lecz często daleko poza jego granicami. Nie będę wymieniał tu wszystkich czy choćby nawet części z nich. Skupię się na tych, które utkwiły mi bardzo w pamięci.

Pokazy lotnicze w Axalp w Szwajcarii są najlepszym przykładem imprezy, która zabija wszystkie inne pod względem miejsca, w jakim się co roku odbywa oraz wyjątkowego charakteru. Pokazy lotnicze w Alpach w pobliżu miejscowości Axalp w Szwajcarii to zapewne najbardziej wyjątkowe wydarzenie lotnicze w europejskim kalendarzu imprez lotniczych. Już samo to, że aby wziąć w nich udział, trzeba się wspiąć na wysokość ok. 2500 metrów n.p.m. i być tam już o godzinie 8.00 rano z racji niebezpieczeństwa, jakim dla wspinających się turystów byłyby latające od godz. 9.00 myśliwce strzelające z ostrej amunicji do tarcz, rozmieszczonych tuż obok turystycznych szlaków. Wspinaczka od godz. 4.00 daje niesamowitą możliwość oglądania wschodu słońca w jakże pięknej scenerii szwajcarskich Alp.


Na szczytach Axalp przed wschodem słońca


Klimat pokazów w Axalp

Loty wraz ze strzelaniem z działek tuż obok publiczności (Axalp 2009)

Podczas treningów strzeleckich i samych pokazów wyjątkowość Axalp nabiera na sile! Wszystko dzieje się jakby w przyspieszonym i totalnie zwariowanym tempie! Jakby w zupełnie innym świecie! Mieszanka odgłosu strzelających tuż nad głowami działek! Huku dopalaczy maszyn, które po oddanej serii wspinają się tuż ponad ostrymi jak brzytwa zboczami gór! Niesamowite wręcz oderwania strug na płatowcach w tych karkołomnych manewrach! Efektowne akrobacje okraszone odpalaniem dziesiątek flar! Wszystko to sprawia, że rokrocznie Axalp przyciąga na szczyty swych cudownych gór setki fanatyków lotnictwa z całego świata. Byłem tam już trzy razy. Nie wyobrażam sobie nie spędzić w Axalp tych październikowych dni i w latach kolejnych.
Nie można mówić o Axalp, nie wspominając o wyjątkowej bazie lotniczej w Meiringen. Z bazy tej operuje większość maszyn biorących udział za-równo w treningach jak i w samych pokazach. Najbardziej widowiskowe są oczywiście starty i lądowania samolotów bojowych takich jak choćby F-5 czy F-18. Sama baza to ciekawostka na skalę chyba nawet światową. Jest niejako stworzona do fotografii lotniczej. Pas startowy przecinają dwie lokalne drogi, zamykane na czas startów i lądowań ot po prostu zwykłym drewnianym szlabanem. Szlaban ten znajduje się w odległości około 50 metrów od pasa startowego! Można focić samoloty stojąc przy szlabanie lub obok na trawce, na której pasą się krowy (!). Wrażenie niesamowite!

Lotnisko jest położone w bezpośrednim sąsiedztwie sporej góry, w ścianie której wydrążone są potężne hangary dla stacjonujących tam maszyn. Kapitalnie wyglądają Hornety kołujące od strony góry na lotnisko czy odwrotnie, przejeżdżając przez lokalną drogę, która prowadzi do wsi. Meiringen to też jedyna baza lotnicza na której byłem, gdzie zorganizowane są specjalne parkingi dla fotografów.

Ruch przy pasie w bazie Meiringen (Axalp 2009)

Droga do wsi zamknięta – kołuje Hornet (Axalp 2009)

Samoloty pokornie kołują do hangarów wydrążonych w ścianie góry (Axalp 2009)

Kończąc temat pokazów w Axalp należy też wspomnieć o ich głównej wadzie. W górach jak to w górach, minimalne załamanie pogody i odwołuje się od razu całą imprezę. Można się nieźle nawspinać by... pooglądać tylko zamglone góry. Ale jak to sie mówi, nie ma ryzyka - nie ma zabawy.

Niestety wszystkie imprezy lotnicze uzależnione są od pogody. Ta potrafi czasem bardzo niemile zaskoczyć. Dla przykładu polecieliśmy w 2008 roku na chyba największe pokazy lotnicze w Europie czyli na Royal International Air Tatoo w Fairford w Anglii i... z powodu podmycia przez wodę, po raz pierwszy od 38 lat, ku naszemu zdziwieniu i zawodowi, pokazy nie odbyły się. Tak już niestety jest i trzeba być na to przygotowanym. Zawsze musi być jakiś plan B, a najlepiej też i C. Na szczęście w 2008 w Anglii był plan B – pokazy Flying Legends w Duxford i trzeba przyznać, że ten plan był pisany przez zdecydowanie duże "B"! Taka ilość historycznego sprzętu i taki rozmach imprezy zrobiły na nas niesamowite wrażenie.

Plan B z Anglii 2008 okazał się być rewelacyjnym! (Flying Legends Duxford)

Zagraniczne imprezy lotnicze niestety łączą się ze sporymi nakładami na choćby samą logistykę. Paliwo lub bilety lotnicze, zakwaterowanie, wy-żywienie, wstępy - to często duży wydatek. Oczywiście, że opłaca się na nie jeździć i budować sobie portfolio lotniczych zdjęć. Należy jednak pamiętać, że podobnie jak w temacie "Czym?", w którym nawet genialny sprzęt nie zastąpi tzw. Oka, podobnie w temacie wyjazdów - nic nie zastąpi pasji, miłości do fotografii lotniczej i tego czegoś, co u jednych widać na zdjęciach a u innych, choćby nie wiem jak się starali – nie. Jeżeli zatem kogoś nie stać na wypad do Anglii, Rosji czy USA, zawsze może pojechać choćby pod najbliższe lotnisko i porobić porównywalnie ekscytujące zdjęcia.

Albo... do lotniczego muzeum! Nie zapominajmy o muzeach, w których stoi bardzo dużo ciekawych eksponatów. Wystarczy tylko dobre światełko, odrobina pomysłu i efekt może być całkiem sympatyczny.

Su-20 w muzeum na Lublinku w Łodzi

Gdzie się ustawić będąc już na imprezie lotniczej

Najpierw, i to najlepiej jeszcze przed pokazami, orientujemy się w położeniu lotniska oraz w prognozach pogody. W obecnych czasach mamy niesamowite narzędzie, jakim są internetowe satelitarne mapy całego świata. Znajdujemy na takiej mapie interesujące nas lotnisko i analizujemy położenie pasa wobec stron świata, operowanie słońca w czasie pokazów, miejsce rozlokowania publiczności. Już na podstawie tej analizy można dojść do wielu wniosków. Będziemy wiedzieć, gdzie należy iść by focić ze słońcem oraz (to nie pomyłka) i pod słońce! Często się słyszy, że pokazy są słabe, bo słońce jest na wprost czyli prosto w oczy. Nie jest to wcale coś strasznego. Wykorzystajmy światło słoneczne do wykonania innych zdjęć. Często zdjęcia na kontrze potrafią być równie spektakularne jak te "dobrze" oświetlone.



Zdjęcia F-18 na kontrze (Axalp 2008)

Wiedząc o tym, że najciekawsze zdjęcia są przy nalotach lub odlotach samolotów, dobrze jest ustawić się w odpowiednim miejscu. Nie przy trybunie honorowej, tylko z prawej lub z lewej strony pasa. Stojąc w takich miejscach mamy ciekawsze niebo, no i jest szansa na ciekawsze sytuacje w powietrzu. Dobrze jest na takie pokazy zarezerwować sobie kilka dni, by móc przetrenować różne miejsca do robienia zdjęć o różnych porach dnia. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy dla urozmaicenia foto materiału, jednego dnia zaliczyli drugą stronę pasa – czyli wyszli nawet poza lotnisko, o ile jest taka możliwość. Takie działanie bardzo często przynosi sukces i daje możliwość zrobienia wyjątkowych ujęć. Pamiętajmy, że to właśnie tam – z drugiej strony lotniska (patrząc od strony publiczności) – odbywają się pokazowe loty :)

Jednego dnia "na bogato" w strefie VIP (CIAF Brno 2008) fot. Tomasz Szostak "Dyziek"

Drugiego dnia "po taniości" na rżysku pod płotem ale... ze słońcem (CIAF Brno 2008) fot. Krzysztof Raszowski "maldek"

Pełnia szczęścia jest wtedy, gdy możemy w któryś dzień stanąć na przedłużeniu pasa w jego bezpośredniej odległości. Te zdjęcia zawsze budziły emocje, nie wspominając już o samych okolicznościach ich wykonywania, kiedy maszyny przechodzą nam zaraz nad głowami, nierzadko na pełnym dopalaniu. Końcówkę pasa dobrze jest "obstawić" na przylotach lub odlotach, czyli przed dniami pokazów oraz po ich zakończeniu.

Zdjęcie TS-11 Iskra z przedłużenia pasa startowego (CIAF Brno 2008)

Zdjęcie startującego F-4 Phantom z przedłużenia pasa startowego (CIAF Brno 2008)

Niski przelot F-4 Phantom sfotografowany z przedłużenia pasa startowego (CIAF Brno 2008)

Dodatkową atrakcją tych dni jest to, że możemy wtedy również sfotografować maszyny, które przyleciały na pokazy brać udział tylko w wystawie statycznej.
Myśląc o jak najlepszym miejscu do fotografowania na pokazach należy też zorientować się czy można na nich zdobyć jakąś atrakcyjniejszą miejscówkę. Myślę tu o akredytacjach prasowych lub innych formach przygotowanych przez organizatorów specjalne dla fotografów. Różne formy takich przepustek bardzo dobrze i szeroko znane są za granicą i powolutku zaczynają się pojawiać i u nas w Polsce. Te możliwości odpowiednio więcej kosztują, ale trzeba je wykorzystywać, ponieważ mogą sprawić, że będziemy mieć lepszą możliwość lub więcej możliwości wykonywania swoich zdjęć. Z reguły są na to przewidziane zupełnie inne, wydzielone miejsca na pokazach, specjalne platformy, z których fotografowanie może być ciekawsze i gdzie nikt nikomu nie będzie przeszkadzał.

W naszych dalszych rozważaniach założymy sobie, że mamy najzwyklejsze wejście na teren pokazów bez jakichkolwiek form uprzywilejowania ale z założeniem, że zależy nam na zrobieniu jak najciekawszych zdjęć. Jeżeli nasze zdjęcia mają być wyjątkowe, to pamiętajmy o zasadzie: chcesz mieć coś innego – zrób coś innego :)

Gdy zatem mamy już wybrane miejsce do fotografowania, stajemy przed dylematem JAK te zdjęcia lotnicze robić. Ale o tym już w kolejnym odcinku :)

Czytaj także:
Hesja o swojej fotografii lotniczej cz. II
Hesja o swojej fotografii lotniczej cz. I

Sławek hesja Krajniewski

Ocena:  
( 4 )      dobry
  Opinii:  

0

  

Dodaj swoją opinię