2015-08-10

Dominika Jurkiewicz: Mistrzostwa Europy zwieńczeniem sezonu

W lipcu przyjechała do Włocławka po złoty medal mistrzostw Polski. W sierpniu na tym samym lotnisku – ponownie jako nawigator w klasie WL-2, z bratem Przemkiem jako pilotem – powalczy o zwycięstwo w mistrzostwach Europy. Z Dominiką Jurkiewicz rozmawia Sławomir Kasjaniuk.

Sławomir Kasjaniuk: Ile już lat w lotniczym sporcie?

Dominika Jurkiewicz:
Po raz pierwszy wystartowałam w zawodach – o ile pamiętam – w 2003 roku, miałam wtedy 19 lat. To były jakieś lokalne zawody, z bratem Przemkiem zajęliśmy pierwsze miejsce i wtedy właśnie postanowiliśmy latać razem. Tak bardziej na poważnie, zawodniczo, zaczęłam latać jako nawigator dopiero w 2008 roku, startując na mistrzostwach Polski w Lesznie. Wcześniej, już od 2003 roku, jeździłam na zawody międzynarodowe – mistrzostwa świata i Europy – jako asystent team leadera, potem team leader. Teraz na międzynarodowych zawodach występuję w tej podwójnej roli – oprócz zawodnika jestem także team leaderem, co bywa potwornie męczące. W trakcie ostatnich mistrzostw świata na Węgrzech mnóstwo czasu spędziłam np. na tłumaczeniach, pisaniu wyjaśnień czy protestów, co w połączeniu z uczestniczeniem w wieczornych odprawach dla team leaderów, a następnie przeprowadzeniu własnych drużynowych – trwało najczęściej do późnego wieczora. Im lepiej zorganizowane zawody, tym mniej zamieszania i podobnych sytuacji.

I co przez te lata udało się osiągnąć?

Z największych osiągnięć wymienić mogę wszystkie tytuły mistrzów Polski od 2008 roku, trzecie miejsce w pucharze świata w 2011 roku w Villamartin w Hiszpanii, wicemistrzostwo Europy – w 2010 roku w Wielkiej Brytanii i srebro w Międzynarodowych Mistrzostwach Słowacji oraz te najważniejsze – dwukrotne wicemistrzostwo świata – rok temu na Węgrzech i w 2012 roku w Hiszpanii.

Na koncie masz więc wiele zwycięstw. Czy któreś szczególnie zapadło ci w pamięci? Może pierwsze było wyjątkowe?

Pierwsze poważne wspólne zwycięstwo odnieśliśmy z Przemkiem na wspomnianych już Mistrzostwach Polski w Lesznie w 2008 roku. Tak, było ono wyjątkowe, gdyż... nikt się tego nie spodziewał, a najmniej my sami, bo tak naprawdę pierwszy raz sprawdziliśmy się razem w tak poważnych zawodach. Do tego naszym konkurentem był wówczas Alek Dernbach, prawdziwa ikona tego sportu, ale jakoś tak się złożyło, że nam – poszło lepiej... Nasze zwycięstwo było wówczas dla wielu zaskoczeniem, ale kolejne sukcesy przyniosły potwierdzenie naszych umiejętności.

Również zakończone niedawno Mikrolotowe Mistrzostwa Polski we Włocławku przyniosły takie potwierdzenie – zwyciężyliście w waszej klasie WL-2. Trudno było wygrać, konkurencja była silna?

My do żadnych zawodów nie podchodzimy z nastawieniem, że medal na pewno będzie nasz, bo wszystko może się zdarzyć. Chyba byśmy spalili się nerwowo, a to przecież zabawa – trzeba spokojniej, trochę na luzie. Tata (Krzysztof Jurkiewicz), nasz trener, zwykł mawiać, że zawody są po to aby się… zawodzić. Oczywiście każde zwycięstwo bardzo cieszy, ale start w zawodach traktujemy także jako trening przed mistrzostwami najwyższej rangi. Czy było trudno? My dobrze czujemy się w nawigacjach, w tej konkurencji jesteśmy silni, dobrze radzimy sobie z wszelkimi obliczeniami, z odnajdywaniem zdjęć i obiektów. Oczywiście pewne błędy się nam zdarzają, musimy wprowadzać poprawki w trakcie lotu, weryfikować pewne swoje założenia, ale generalnie są to dla mnie konkurencje najprzyjemniejsze i najciekawsze. Jeśli chodzi o lądowania – tu umiejętności to jedno, ale trzeba też mieć trochę szczęścia i dobry dzień. We Włocławku okazało się na przykład, że przy jednym lądowaniu zabrakło nam tego drugiego, ale trudno, zdarza się... Każdemu. Natomiast ekonomia nigdy nie była szczególnie naszą silną stroną, staramy się po prostu latać za punkty. Nigdy na granicy możliwości, to zbyt ryzykowne – wiadomo, zbyt optymistyczna wiara we własny sprzęt sprawi jedynie, że usiądziesz w polu i masz konkurencję za zero. Tego staramy się unikać.

Miałaś przerwę w startach przed i po urodzeniu dziecka. Jak się godzi macierzyństwo z udziałem w zawodach, także międzynarodowych?

W 2013 roku urodziłam synka, Daniela. Przed urodzeniem dziecka startowałam do końca – tak długo jak pozwalały mi na to przepisy, czyli do trzydziestego tygodnia ciąży. Czułam się świetnie, więc nie widziałam przeciwwskazań, za to wbrew pozorom mogłam się odprężyć i przestawić na inne tory myślowe. Zdążyłam jeszcze wziąć udział w mistrzostwach Polski, na których też zdobyliśmy złoty medal, natomiast na mistrzostwa Europy na Słowacji już się nie łapałam, zabrakło dwóch tygodni. Fizycznie wiem, że byłabym w stanie wystartować, ponadto lataliśmy dużym, wygodnym Tanargiem. Wiązało się to oczywiście z pewnymi niedogodnościami, bo np. żeby się ubrać w kombinezon potrzebowałam pomocy. Na tamtych mistrzostwach poleciała z Przemkiem okazjonalnie jego obecna żona, Agnieszka. Natomiast po urodzeniu dziecka wystarczyły w zasadzie trzy miesiące, by zrobić kolejne badania i ponownie móc uczestniczyć w tym sporcie. Tak naprawdę wypadły mi więc tylko te jedne mistrzostwa Europy.





Czy w dalszym ciągu będziesz latać z bratem? A Agnieszka z Krzysztofem Jurkiewiczem, waszym ojcem?

Tak, rzeczywiście stworzyliśmy bardzo rodzinne załogi… Składy nie zmienią się, gdyż obydwojgu, i mnie i bratu taki układ wydaje się idealny. Zresztą przez te lata dotarliśmy się, znamy swoje możliwości i w trakcie lotu nie ponoszą nas emocje. Nasz ojciec latać będzie tymczasem z nowym członkiem w naszej grupie, czyli z Agnieszką. Zresztą oni dopełniają się w załodze – Agnieszka jest bardzo lekka, tata to duży mężczyzna, a w Virusie trzeba uważać, by nie przekroczyć masy.

Jak oceniasz wasze szanse na zwycięstwo w tegorocznych mistrzostwach Europy? Znasz rywali?

Chyba tak jak zawsze – będziemy starać się latać jak najlepiej, ale zobaczymy jak to wyjdzie i kto popełni więcej błędów. W poważnych mistrzostwach z założenia występują przecież poważni rywale. A w kwestii konkurencji to z tego co mi wiadomo, jej najsilniejsza część – Francuzi, Anglicy – nie będą w tym roku brać udziału, więc wielu naszych najgroźniejszych rywali pod względem sprzętu odpada. Będą natomiast inni i nie można wykluczyć, że i oni pokażą nam swoje nowe możliwości. W końcu liczy się też ich doświadczenie. Mam jednak nadzieję, że nie zawiedziemy.

Jak wyglądają wasze przygotowania do mistrzostw? Często trenujecie?

Najwięcej treningów odbywa się właśnie w trakcie mistrzostw Polski bądź podczas zawodów lokalnych. W domu ciężko się nam zorganizować czasowo. Przemek wciąż zajmuje się szkoleniem, ja również jestem wiecznie zajęta pracą, chociaż rzeczywiście czasami zdarza się nam spotkać i zrobić jakąś trasę czy lądowania.

Na tegorocznych mistrzostwach Polski wystartowało 13 załóg. To niewiele. Z czego twoim zdaniem może wynikać tak mała liczba pilotów zainteresowanych zawodami?

Wydaje mi się, że za małą frekwencję odpowiadają częściowo finanse, ale może też chodzić o czas. Obecnie i tak okres rozgrywania zawodów skrócił się do weekendu, kiedyś był to pełny tydzień. Zawodnicy również muszą brać urlopy a obecny rynek pracy jest bardzo wymagający i rzadko ktoś może sobie pozwolić na tygodniowy wyjazd, podczas gdy uwzględnić też trzeba plany rodzinne. Grupa osób, które latają u nas w Polsce, jest całkiem spora, tylko trudno niekiedy zachęcić ją do startów. Może boją się sprawdzić swoje możliwości? A przecież każdy kiedyś od czegoś zaczynał.

Czy motolotnie, ogólnie – lotnictwo, to dla ciebie jedynie sportowa rywalizacja? Może też podróże, jakieś przeloty?

Lotnictwo jest dla mnie tym wszystkim naraz: i zawody, i podróże i ludzie z tym związani. Choć na przeloty – takie imprezowe – nie latam ze względu na brak czasu, natomiast zagraniczne wyjazdy są fantastycznym wytchnieniem i porzuceniem codzienności – dostarczają emocji i podnoszą adrenalinę.





Czy nie kuszą cię inne statki powietrzne?

Owszem, kuszą mnie samoloty ultralekkie, i zrobię coś w tym kierunku, ale dopiero w najbliższej przyszłości, kiedy już poukładam na spokojnie w czasie sprawy zawodowe i prywatne.

A jakie plany zawodnicze w tej najbliższej przyszłości?

Przede wszystkim uczestniczyć w mistrzostwach Europy we Włocławku. I generalnie mam nadzieję, że co roku będzie powtarzać się ten schemat, to znaczy mój udział będzie możliwy i organizacyjnie, i zawodowo. Wciąż poważnym problemem w tym niszowym poniekąd, nieolimpijskim sporcie jest znalezienie sponsorów, a np. wyjazd na przyszłoroczne zawody do Anglii będzie już niemałym wydatkiem. W tym roku odbywa się jeszcze olimpiada w Dubaju, ale prawdopodobnie z uwagi na ogrom pracy w grudniu, nie będę w stanie w niej uczestniczyć. Ekipa z Polski będzie zresztą nieliczna. To daleki wyjazd, poważnym problemem będzie transport własnego sprzętu, ponieważ motolotnie trzeba zabrać we własnym zakresie. Tak więc zwieńczeniem tegorocznego sezonu będą dla mnie prawdopodobnie Mistrzostwa Europy we Włocławku.

Zdjęcia w tekście z archiwum Dominiki Jurkiewicz; w galerii zdjęcia z MMP 2015

Ocena:  
( 112 )      nie oceniany
  Opinii:  

8

  

Dodaj swoją opinię

Utworzony: 2017-02-28 09:20:51 ~~Dorothyepime~~

wh0cd488569 cialis 25mg

Utworzony: 2017-01-20 16:33:22 ~~Dorothyepime~~

wh0cd488569 levaquin online order viagra online antabuse cipro erythromycin learn more here

Utworzony: 2016-07-04 22:10:42 ~~????~~

przecież ona nawet nie umie latać

Utworzony: 2015-10-25 21:41:19 ~~Dominika J.~~

Cieszę się, że mam takiego wiernego obserwatora    Pozdrawiam Cię serdecznie!   

Utworzony: 2015-10-24 10:51:11 ~~obserwator~~

Samouwielbienie i zachwyt nad samą sobą tej panny są dosłownie porażające.